FELIETON

Kultura mierzona metrami bieżącymi rur

 
 
 
 
 
Ewa Matuszewska
 
Kultura mierzona metrami bieżącymi rur
 
Fot. Renata Matusiak
 
"Jak z dostarczycieli prostej pracy i surowców, których zresztą nie mamy dużo, przekształcić się w innowacyjne społeczeństwo, kreatywne i opłacane wysoko wedle kwalifikacji i wykształcenia (nawet tego humanistycznego i społecznego)? Kultura, głupcze! (...) Kultura nie powinna być traktowana przez władze publiczne, a szczególnie samorządy, jako coś, co jest kwestią promocji i rozrywki, tylko jako element podnoszący kompetencje, pobudzający kreatywność, innowacyjność.
 
Z badań przeprowadzonych przez Narodowe Centrum Kultury wyszło, że samorządy traktują kulturę niezbyt poważnie. Jest to ostania pozycja w budżecie, a nawet znaleźliśmy sporo samorządów gminnych, gdzie w ogóle nie była ujmowana w wydatkach. To nam pokazało, jak dużo trzeba mówić na ten temat i pokazywać inną rolę kultury". Nic dodać, nic ująć!

Cytuję fragment rozmowy Katarzyny Kasprzyk z Krzysztofem Dudkiem, dyrektorem Narodowego Centrum Kultury, opublikowanej w portalu Na Temat), nieprzypadkowo. Bardzo jestem ciekawa, jakie zdanie w kwestii "zadań własnych gminy" w dziedzinie kultury mają nowe władze Zakopanego. Bo jeśli sądzić po wypowiedzi na posiedzeniu komisji kultury jednego z nowych radnych (przez miłosierdzie pominę jego nazwisko), może być niewesoło.

Otóż ów radny zupełnie poważnie stwierdził, że zamiast wydawać kasę na takie nikomu niepotrzebne głupoty jak kultura, za te pieniądze można byłoby kupić sporo metrów bieżących rur. (Muszę jednak dodać, że nie jest to dosłowny cytat z wystąpienia radnego, raczej streszczenie, oddające ducha tej wypowiedzi). O ile wiem, radny nie sprecyzował, jakiego rodzaju mają to być rury - wodociagowe, kanalizacyjne, gazowe?.

Moim skromnym zdaniem, biorąc pod uwagę "szołmeńskie" inklinacje nowego radnego (żywy baran czy bałwanki ze styropianu na sesjach rady poprzedniej kadencji), powinna to być rura do tańca, na której nie wymieniony z nazwiska radny mógłby dać popis swych zdolności zabawiania gawiedzi.

Pamiętam takie wyliczenie sprzed bodajże trzech, czterech lat – każda złotówka zainwestowana w kulturę, daje trzy złote zysku. Teraz stawka podniosła się. Krzysztof Dudek, w wywiadzie, którego fragment cytuję, zmienia walutę – jedno euro inwestycji wydane na "niepotrzebne nikomu głupoty" przynosi zysk w wysokości 3 euro.

Kiedy kilka miesięcy temu analizowałam wydatki "kulturalne" poszczególnych samorządów, średnia wynosiła około 3 procent ich budżetów. Na jednym z bardzo ciekawych spotkań w Domu pod Jedlami, gdzie spotykają się ludzie z troską patrzący na Zakopane jako miasto mające coraz mniej wspólnego z kulturą wysoką, przytoczyłam te liczby.

Mariusz Koperski, ówczesny wiceburmistrz, odpowiedzialny między innymi za kulturę, nieco się obruszył i stwierdził, że Zakopane wydaje pięć procent swego budżetu na finansowanie zadań związanych z tą tak pogardzaną przez radnego sferą naszego życia.

Ale nowa ordynacja wyborcza (okręgi jednomandatowe!) sprawiła, że w wielu radach miast, powiatów i gmin zasiedli ludzie nie tylko niewiele wiedzący na temat funkcjonowania samorządu w naszym kraju, ale też mający ubożuchną wiedzę tak zwaną ogólną, w tym wiedzę o tym, jak ważna dla naszej tożsamości jest kultura. I nie tylko dla tożsamości – dla gospodarki również.

Toteż jestem pełna obaw, że dawne pięć procent zmniejszy się do ułamków. Obym się myliła! Jeśli to nastapi, z radością Państwu o tym doniosę.

(em)