FELIETON

Zespołowe dreptanie dokądś

 
 
 
 
 
Mariusz Koperski
 
Zespołowe dreptanie dokądś
 
Fot.arch. autora
 
Zespoły to dobra rzecz. Żadne to odkrycie, tak się dziś pracuje w wielu urzędach i firmach. Trzeba rozwiązać problem, przygotować jakiś projekt, szef wzywa najbardziej kompetentne osoby i zleca im przeprowadzenie odpowiednich działań w określonym terminie.
 
W poprzedniej kadencji też tak było, tylko jakoś wydawało nam się to dość oczywiste i odbywało się na zasadzie wewnętrznych ustaleń w urzędzie. Burmistrz wzywał merytorycznego naczelnika, ten sam zajmował się sprawą lub wyznaczał pracownika ze swego wydziału, zwykle przydawał się także prawnik, czasem ktoś z zamówień publicznych. W razie potrzeby grono to poszerzano o dodatkowych pracowników.

Coś się chyba jednak zmieniło, bo o zespołach zaczęło być bardzo głośno i teraz co rusz słyszymy o powstaniu nowego. Należeć mają do nich, poza urzędnikami, także radni i inni specjaliści, a Pan Burmistrz kreuje je na panaceum na wszystkie nasze/swoje troski.

Naprawdę świetny pomysł - pod kilkoma jednak warunkami. Najważniejszy jest taki, że zespoły nie mogą służyć przerzucaniu na nie odpowiedzialności za podejmowanie decyzji. Powiedzmy sobie szczerze - jak sama nazwa wskazuje - władza wykonawcza od tego jest, żeby władzę wykonywała. Właśnie burmistrz po to ma urząd, by urząd przygotował pod jego dyktando i zgodnie z jego wizją odpowiednie uchwały lub inwestycje.

Rozumiałbym jeszcze, gdyby burmistrz nie miał większości i szukał konsensusu już na etapie tworzenia projektu. Ale w przypadku Zakopanego wystarczy zwykłe zaufanie – z jednej strony burmistrza do swoich urzędników, z drugiej radnych koalicji do swojego burmistrza.

I choć wydaje się to wielce chwalebne, że Pan Burmistrz chce się tak często posiłkować pomocą asystentów, radnych, ekspertów czy przedstawicieli organizacji pozarządowych, to i tak w którymś momencie musi pokazać, że on tu rządzi i po męsku podjąć decyzję, co robić.

Tymczasem już kilka razy zwracał się do Rady mówiąc: „Zrobię jak zechcecie”. Ośmielam się zwrócić uwagę, że mimo zapewne dobrych intencji, jest to jednak postawienie sprawy na głowie. Bo to władza wykonawcza ma nadawać kierunek rozwoju miasta, mieć wizję takowego i do tego przekonać radnych i obywateli. W odwrotnym przypadku nie burmistrz rządzi naszym miastem tylko radni. W takiej sytuacji burmistrz staje się zbędny, a miasto może poczynić jeszcze większe oszczędności niż dotychczas, nie wypłacając trzech kolejnych pensji (nie licząc premii).

Niestety, to nie tylko zakopiańskie doświadczenie, że duże zespoły są wspaniałymi fora mi dyskusyjnymi, ale rzadko wynika z ich pracy coś ponadto. A dotychczasowych kilka sesji Rady Miasta Zakopane pokazało dokładnie, że radnym (zwłaszcza niektórym), z urzędnikami Pana Burmistrza nie po drodze, więc trudno będzie o rzeczowy konsensus. Mam więc obawy, czy za chwilę nie dowiemy się, że zespoły pracują, potem, że nadal pracują, następnie, że pracują i są bliskie rozwiązania sprawy, a na koniec, że wprawdzie praktycznie rozwiązały problem, ale nie zdążą przedstawić wyników przed nadchodzącymi wyborami.

Ale skoro już są i tak ma być, to sam mam pomysł na następny zespół. Myślę, że obok zespołu do „Parku kulturowego Krupówki”, do budowy drogi na Furmanową, do budowy nowego dworca, do budowy "zakopianki" (o tych wiem, może są jeszcze inne) powstać powinien zespół zajmujący się tym, co się ma przez te cztery lata naprawdę w Zakopanem wydarzyć.

Mówię poważnie: najwyższa pora, żeby powstał zespół, który przygotuje Strategię Rozwoju Zakopanego. Przypominam, że poprzednia ważna była do grudnia 2013, a Rada nie chciała podjąć prac nad projektem nowej. Sytuacja jest więc idealna: nowy burmistrz, właśnie minęło 100 dni jego urzędowania, wszyscy chcą w końcu wiedzieć, jaką ma wizję rozwoju miasta, on chyba sam nie wie, więc może powoła zespół, który mu to powie. A sprawa dość jestpilna, bo strategia rozwoju miasta to podstawowy dokument potrzebny do starania się o unijne środki. Prawda, że dobry pomysł na zespół? ....Nie ma za co, Panie Burmistrzu.

(em)