FELIETON

Jestem kobietą - rudą, w fioletowej czapce i nikomu nic do tego!

 
 
 
 
 
Anna Plaszczyk
 
Jestem kobietą - rudą, w fioletowej czapce i nikomu nic do tego!
 
Fot. Anna Plaszczyk
 
Jestem kobietą, co dla męskiego świata Podhala oznacza, że wtrącać się w wielkie sprawy nie powinnam. Powinnam za to zająć się rozważaniami, czy fioletowa czapka pasuje do rudych włosów. Otóż szanowne męskie Podhale, jak widzę, jest mocno do tyłu z modą. Albo cierpi na poważny problem z brakiem merytorycznych argumentów przeciwko emancypacji kobiet.
 
Bycie osobą atakowaną nie jest sprawą miłą ani prostą. Odkąd zajęłam się sprawą koni z Morskiego Oka, nieustannie czytam w internecie albo słyszę, że jestem brzydka, głupia, przekupna i źle się ubieram. Co najbardziej jest zaskakujące, słyszę to tylko od mężczyzn, odzianych zwykle w brudne, góralskie portki, bezzębnych i otyłych. Czy dotykają mnie do żywego te obelgi? Otóż nie.

Merytorycznych argumentów przeciwko likwidacji transportu konnego do Morskiego Oka i przeciwko mojej działalności w ramach Fundacji Viva można ze świecą szukać i nikt niczego takiego nie doszuka się. Za to czytam na forach i portalach różnej maści kontrargumenty, że dorożki w dokumentach na temat drogi to „błąd literowy”, a ja płacę protestującym po 1500 zł za siedzenie na asfalcie.

Podobno również źle się ubieram! Usłyszałam od fiakrów, że osoba tak ubierająca się i tak wyglądająca nie zasługuje na miano "Pani". Dlatego wozacy mówią mi per "ty" i nieustannie przekręcają moje nazwisko, podejrzewając, że nazywam się "Płaszczyk". Panowie podejrzewają nawet, że nie potrafię pisać polskich znaków na klawiaturze i piszę nazwisko po "amerykańsku" lub - co najgorsze – chcę ukryć przed nimi moją prawdziwą tożsamość i stąd "Plaszczyk" pisane przez "l".

Jedni śmieją się z tego, że adoptowałam koty i uważam, że w związku z tym je uratowałam. Inni – że moja fioletowa czapka nie pasuje do moich rudych włosów. Zastanawiające poczucie estetyki w mieście, którego nie widać spod paskudnych reklam i bannerów! Na tym kończą się zarzuty, jakie potrafią wobec mnie sformułować wozacy i ich koleżkowie.

Mimo to absurdy mnożą się przez pączkowania, choć tłusty czwartek mamy już dawno za sobą. Podejrzenia i obietnice pozwów sądowych sięgają zenitu. Najbardziej panów szowinistów jednak bawi gadanie i pisanie, że nie mam rodziny i na pewno potrzebuję chłopa. Chamskie i niesmaczne? Ja to wiem, ale męski świat Podhala takie postępowanie wobec kobiet toleruje, a nawet pochwala. Zastanawiające, że ci piszący wszędzie paszkwile na mój temat mężczyźni są przekonani, że to jest śmieszne i źle świadczy o mnie. Otóż właśnie jest to kolejny dowód na to, jak prostacki jest podhalański szowinizm. Można się tylko z tego śmiać, choć nie ukrywam – czasami jest to śmiech przez łzy.

Ten sam podhalański szowinizm już po raz dziewiąty nie podjął uchwały o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. I to już śmieszne nie jest. Potwierdza to tylko sposób traktowania kobiet w tym zakątku świata. Kobieta powinna siedzieć w domu, gotować, rodzić dzieci i zajmować się dobieraniem koloru czapki do koloru włosów. Nie powinna się odzywać, skarżyć, a już na pewno nie powinna przeciwstawiać się mężczyznom. Swoim lub obcym. Żadnym. Bo to męski świat i męskie rządy. A babie nic do tego.

Przeoczyliście panowie zmiany, które cały świat pognały do przodu. Przegapiliście moment, w którym kobiety dostały prawo głosu i zaczęły z niego korzystać. Musicie się z tym pogodzić, że wasze obelgi spływają po mnie jak woda po kaczce, bo na opinii waszego szanownego szowinizmu mi nie zależy. Musicie się też pogodzić z tym, że ja się was nie boję. I że wciąż będę głośno mówiła o sprawie koni z Morskiego Oka. I bedę nosiła fioletową czapkę do rudych włosów! A wam nic do tego!

(em)