FELIETON

Ci "odważni" mężczyźni ze sztucerami zamiast...

 
 
 
 
 
Ewa Matuszewska
 
Ci "odważni" mężczyźni ze sztucerami zamiast...
 
 
Zgodnie z nieformalnym harmonogramem, na koniec tego tygodnia powinniśmy opublikować felieton Macieja Pinkwarta. Jednak wydanie FAKTÓW z 21 lutego 2015 zmusiło mnie do napisania tego tekstu. Otóż pseudomyśliwi (jakie to semantyczne podobieństwo do pseudokibiców!) zastrzelili domowe psy, jednym z nich był pies profesora Jana Hartmana. Drugi – był przyjacielem zwykłej rodziny.
 
To barbarzyństwo nie jest odosobnionym przypadkiem, to kolejny i mam poważne obawy, że nie ostatni. Podobno istnieje prawo, które sprawców takich przestępstów odpowiednio karze, bo zabicie psa jest podobno "znieszczeniem mienia". Ale coś czuję, że takie "zniszczenie mienia" jest łagodniej traktowane przez polskie sądy niż na przykład zdemolowanie samochodu.

Zabijanie dzikich zwierząt dla przyjemności to w Polsce elitarny sport dla osobników z arystokratycznymi rodowodami, a przy tym bogatych. Tak przynajmniej było przed II wojną światową. Po wywróceniu się dawnego świata do góry nogami, polowania stały się hobby komunistycznych aparatczyków, co pięknie ilustuje następująca anegdota.

W pewnym nadleśnictwie blisko wschodniej granicy organizowano wielkie polowanie, w którym mieli też wziąć udział towarzysze zza tejże granicy. Emerytowany, przedwojenny jeszcze leśniczy, któremu łaskawie pozwolono dożywotnio mieszkać w leśniczówce, pyta swego następcę: - Kto będzie polował? A ten odpowiada z dumą: - Towarzysze Babiuch, Kępa, Moczar, Kruczek! Na co stary leśniczy z niesmakiem: - Ja nie pytam o naganiaczy, tylko o panów!

Panów już nie ma, zostali sami naganiacze o mentalności...właściwie nie wiem, jak określić mentalność kogoś, kto nie tylko morduje dzikie zwierzeta, ale też z zimną krwią zabija zwierzęta domowe, psy i koty, pod pozorem że niszczą zwierzynę łowną. Oczywiście, prawo do zabijania zwierzyny łownej mają tylko oni, faceci z zaburzonym ego, którym broń rekompensuje niektóre niedostatki fizjologiczne (nie ja wymyśliłam tę podszytą Freudem teorię!).

Na portalu Polowania Stop znalazłam poniższą informację, zatytułowaną "Przemysł mordowania": Każdego roku sto tysięcy myśliwych zabija prawie milion zwierząt łownych. W imię rozrywki, hobby, tradycji, regulowania pogłowia lub eliminowania chorych sztuk. Różne są powody – efekt jeden – śmierć zwierzęcia. Ale śmierć to nie koniec. Cały świat myśliwski to również biznes, nowoczesny sprzęt (do zabijania), rytuał, sport, literatura, branżowa prasa i hierarchia. Biznes stworzony dla zabijania.

I tu jest sedno tej sprawy – możemy zakładać sto tysięcy portali przeciwko polowaniom, protestować w mediach zależnych i niezależnych, organizować marsze przeciwko mysliwym, a nie zniszczymy przemysłu mordowania zwierząt, tak jak nie zniszczymy przemysłu zbrojeniowego. Bo to duże, bardzo duże pieniądze i cierpienia ludzi, a tym bardziej zwierząt nikogo z tych kręgów nie obchodzą.

Może jednak jest jakieś światełko w tunelu? Polowanie na lisa, ze sforą gończych, specjalnie układanych do tego celu psów, od lat należące do tradycyjnych rozrywek brytyjskiej arystokracji, nie dające żadnych szans lisowi, budziło coraz większe kontrowersje i protesty społeczne. W końcu w roku 2002 wprowadzono zakaz polowań w Szkocji, a dwa lata później (akurat kiedy Polska wchodziła do Unii Europejskiej) w Anglii i Walii. Można było? Można.

Nie spodziewam się w Polsce tak radykalnych rozwiązań, ale oczekuję, że przynajmniej prawo w tym względzie będzie egzekwowane, a przyzwolenie społecznege na takie zachowania osiągnie stan bliski zeru.

Ciekawa jestem, jakie stanowisko wobec tych aktów barabarzyństwa zajmuje wierchuszka Polskiego Związku Łowieckiego, czy są jakieś sankcje dyscyplinarne (z pozbawieniem zezwolenia na broń włącznie i wykluczenie ze związku). Może jednak warto organizować zmasowane, społeczne akcje protestacyjne, domagając się od władz związku wyraźnych i jednoznacznych rozwiązań? Jest kilka organizacji, które są wystarczająco prężne, by pokierować takimi akcjami. Na przykład: Ludzie przeciwko myśliwym czy Polowania Stop.

Zresztą wystarczy poszukać w inernecie, a mnogość inicjatyw przeciw polowaniom  jest zdumiewająca. I pocieszająca – że nie jestem odosobniona w jak najgorszym myśleniu o facetach mordujących zwierzęta

PS. Proszę mi nie imputować, że przejmuję się tylko zwierzętami. Ludźmi też się przejmuję.

(em)