WYDAWNICTWA ZAKOPIANINY

ŚMIERĆ SAMOBÓJCY - Rozdział 13

 
 
 
 
 
Mariusz Koperski
 
ŚMIERĆ SAMOBÓJCY - Rozdział 13
 
 
ROZDZIAŁ 13
 
 - Gotowe - powiedział weterynarz, kończąc bandażować zszytą ranę. - Ale musi się pan oszczędzać, stracił pan sporo krwi.
     Sam to wiedział. Bolało okropnie mimo miejscowego znieczulenia. Poza tym czuł się fatalnie. Kiedy wstał z krzesła w gabinecie wyłożonym bezdusznymi, białymi kafelkami i obwieszonym reklamami karmy dla psów i kotów, zakręciło mu się w głowie. Jeszcze ten smród, coś między psimi odchodami a szpitalnymi środkami dezynfekującymi. Poczuł mdłości. Zaklął w duchu po raz kolejny. Nic dzisiejszego wieczora nie szło tak jak trzeba. Przyrzekł sobie, że jeżeli uda mu się z tego wywinąć, będzie to miasto omijał z daleka. Nie potrafił już sobie wyobrazić, że może przyjechać tu odpocząć. Znowu pomyślał o urlopie, z którego musiał zrezygnować. Senne włoskie miasteczka…Sjesta i spokój. Bezwietrzna cisza. Tymczasem tutaj za oknem nadal szalał wiatr, a jego nadal bolała głowa.
     Miał jeszcze szansę, wiedział o tym. Po prostu sprawy się skomplikowały. Musi tam wrócić i dokończyć to, co zaczął. Spojrzał na weterynarza. Mały, miły człowieczek około siedemdziesiątki. Samotny i przestraszony. Patrzył na niego z wyczekiwaniem, pocąc się ze strachu. Nic nie mówił. Chyba zrozumiał, że może chodzić o jego życie. Prawie było mu go szkoda. Lubił weterynarzy. Dużo bardziej niż lekarzy. Spotkał w swoim życiu więcej weterynarzy, którzy kochają zwierzęta niż lekarzy, którzy darzą chociażby sympatią swoich pacjentów.
     Co ma z nim zrobić? Myślał nad tym, od kiedy przekroczył próg tego gabinetu i zakamuflowaną groźbą zmusił weterynarza do zszycia rany. W wewnętrznej kieszeni płaszcza miał przygotowany zwitek banknotów. Dwa tysiące. Powinno wystarczyć. Albo i nie. Teraz mężczyzna był przerażony, na pewno modlił się w duchu, żeby intruz zniknął z jego życia, przysięgał sobie, że nigdy, nikomu ani słowa. Ale jutro rano w dziennym świetle spojrzy na całą sprawę inaczej. Zacznie rozmyślać, uruchomi swoje obywatelskie i chrześcijańskie sumienie, a wtedy może zrobić coś głupiego. W bocznej kieszeni płaszcza spoczywała spokojne alternatywa. Mały walther z tłumikiem.
     Ale usunięcie tego człowieka skomplikuje sprawę jeszcze bardziej. Będzie musiał zatrzeć ślady. A to oznaczało stratę sił i czasu. Weterynarz pomógł założyć mu płaszcz. Podjął decyzję. Powoli, by nie spowodować bólu rany pod prawą łopatką sięgnął po pieniądze. Ale kiedy wyciągnął rękę z banknotami ściagnietymi gumką, drugą rękę machinalnie wsunął do tej innej kieszeni i napotkał zimną stal broni.