WYDAWNICTWA ZAKOPIANINY

ŚMIERĆ SAMOBÓJCY - Rozdział 14

 
 
 
 
 
Mariusz Koperski
 
ŚMIERĆ SAMOBÓJCY - Rozdział 14
 
 
ROZDZIAŁ 14
 
Do gabinetu komendanta weszła kapitan Szeliga. Dla Derebasa pojawienie się policjantki było już od dawna czymś wyjątkowym, a od pewnego czasu spotkania z nią celebrował jako najprzyjemniejszy moment dnia. Czekał na nie i prowokował je. Może dlatego od razu zauważył siniak pod jej prawym okiem. Nawet make up nie był w stanie tego zatuszować. Wyskoczył zza swojego biurka jak oparzony, zrobił dwa wielkie kroki i już był przy swojej podwładnej.
- Małgosiu, co jest? Co ci się stało?
- Ach to? To nic, naprawdę… - kobieta z trudem kryła zakłopotanie. Prawą dłoń podniosła do twarzy zasłaniając wstydliwie siną plamę.
- Jak to nic? Przecież widzę! Tylko nie mów, że się przewróciłaś albo uderzyłaś o nocną szafkę.
- Nie. Nie powiem.
Odpowiedziała spuszczając wzrok. Potem podniosła go na przełożonego i dopowiedziała hardo:
- To nie pana sprawa, szefie.
Derebas spojrzał na nią uważnie, a potem odwrócił się na pięcie i wyraźnie speszony wrócił na swoje miejsce za biurkiem mrucząc pod nosem:
- Nie moja sprawa. Jasne.
Szeliga znów spuściła wzrok.
- Niech się pan nie gniewa! Po prostu trudno mi o tym mówić…- przerwała na chwilę, jakby szukała w myślach odpowiednich słów.
- Pokłóciłam się z mężem – wydukała w końcu. - Tak całkiem na poważnie. Strasznie był ostatnio zazdrosny. Ciągle mnie wypytywał, co, kiedy, z kim… O pana też był zazdrosny. Zaczął nawet coś przebąkiwać o tym, że to robota nie dla mnie, to znaczy, że … w ogóle nie dla kobiety. Że czas już na pierwsze dziecko. Że za dużo facetów się wokół mnie kręci. A jak mu odpowiedziałam, że ja bez tej pracy żyć nie mogę, to w istną furię wpadł. Pierwszy raz podniósł na mnie rękę. I… ostatni. To chyba koniec naszego małżeństwa. I tak ostatnio się nie układało…
- Wniosłaś pozew o rozwód? Tak od razu? – Derebas wypowiedział te słowa i zaraz pożałował, zastanawiając się, czy policjantka rozpoznała w tonie, w jakim je wymówił, nutę nadziei.
Kapitan Szeliga znów spojrzała komendantowi prosto w oczy. Uśmiechnęła się rozbrajająco.
- Ja? Nie. To on wnosi pozew. Jestem policjantką i nie dam się bić nikomu, choćby to był mój mąż. Szef przecież zna moje akta i wie, że kursy samoobrony to był mój mocny punkt. Głupie to trochę, bo myślałam, że pierwszy raz użyję tych umiejętności do obezwładnienia jakiegoś oprycha. A tu przyszło dać nauczkę własnemu chłopu.
- Pobiłaś go? - Derebas z trudem ukrywał rozbawienie. - Pobiłaś męża?
- No, to była obrona konieczna… Zresztą nie pobiłam, tylko obezwładniłam.
„Zuch dziewczyna” - pomyślał komendant, ale zaraz potem powiedział zatroskany:
- Nie będziesz miała z tego powodu kłopotów? Co będzie, jeśli cię oskarży o pobicie?
- Mnie, o pobicie? - teraz policjantka roześmiała się, a potem zatrzepotała długimi rzęsami i zrobiła minę niewiniątka.
- Szefie, niech pan na mnie spojrzy. Kto mu uwierzy? A poza tym, znam mojego męża i jego towarzystwo. Sami twardziele i damscy bokserzy. W życiu się nie przyzna, że dał się obezwładnić żonie. Śmialiby się z niego latami.
- No, dobrze. Tylko przykro, że wam się nie udało. Rozwód to nic przyjemnego.
- Jakoś to będzie, szefie. Dam sobie radę.
Policjantka odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi. Nagle zatrzymała się i przez ramię spojrzała jeszcze raz do Derebasa.
- Jak już będzie po wszystkim, to znaczy po tym rozwodzie, dam się chętnie zaprosić na kawę.
Zatkało go. Chciał powiedzieć coś mądrego i błyskotliwego, ale nic, absolutnie nic nie przychodziło mu do głowy.
- Bo pan jest chyba jedynym mężczyzną, który traktuje mnie jak należy. Bez głupich uwag i uszczypliwości. I uwierzył pan we mnie. I … lubię jak pan na mnie patrzy – kapitan Szeliga wyraźnie się zarumieniła, a zaskoczony komendant nadal nie mógł wykrztusić z siebie ani słowa.
- Aha, zapomniałabym. Czeka tu ten tajemniczy policjant z Warszawy. Podobno chciał pan z nim rozmawiać.
Dopiero kiedy wyszła, Derebas poczuł, że jest cały zlany potem. Wyciągnął z kieszeni chusteczkę i przetarł czoło i kark. „Jak smarkacz” – pomyślał. Zaczął się też intensywnie zastanawiać, czy jego znajomości w zakopiańskim sądzie wystarczą, żeby przyśpieszyć rozwód pięknej podwładnej. Nawet nie zauważył, kiedy stanął przed nim Hermann i spytał:
- Słyszałem, że masz dla mnie coś ważnego?