SYLWETKI

TYTUS CHAŁUBIŃSKI

 
 
 
 
 
Wojciech Wilczek
 
TYTUS CHAŁUBIŃSKI
 
Tytus Chałubiński (1820-1889)
 
Jeśli księżnę Dianę po śmierci brytyjskie media ochrzciły “Królową ludzkich serc”, to doktor Tytus Chałubiński z całą pewnością już za życia zasłużył na miano “Króla góralskich serc”. Jego współcześni, doceniając zasługi Doktora dla Tatr i góralszczyzny, nazwali go “Królem Tatr”, a Barbara Petrozolin-Skowrońska w swej biograficznej książce, wydanej przez ISKRY w roku 2005, pisała o “Królu Tatr z Mokotowskiej 8”. Poniżej zamieszczamy fragmenty tekstu Wojciecha Wilczka z Tatrzańskiego Parku Narodowego.
 
Chociaż Tatry i Zakopane były dobrze znane przed przybyciem Chałubińskiego, to dopiero działalność tego warszawskiego lekarza społecznika dała podstawę do przekształcenia ubogiej wioski w kurort. Stworzony przez niego swoisty styl obcowania z najwyższymi górami Polski przeszedł do historii jako „epoka Chałubińskiego”. Miał on też ogromny wkład w rozwój badań naukowych w Tatrach w drugiej połowie XIX w. Dzięki tym zasługom Tytus Chałubiński zajmuje centralne miejsce w panteonie twórców legendy Tatr i Zakopanego. Urodził się 29 grudnia 1820 r. w Radomiu, zmarł 4 listopada 1889 r. w Zakopanem, gdzie jego doczesne szczątki spoczęły na Pęksowym Brzyzku. Lekarz i botanik, mineralog, społecznik, jeden z czołowych badaczy Tatr i ich popularyzator. Pasjonował się filozofią, literaturą, różnymi dziedzinami sztuki, był namiętnym melomanem.

Szkołę średnią ukończył w Radomiu, studiował w Wilnie, przesyconym atmosferą niedawnej działalności filomatów i filaretów, a także w Dorpacie (dziś Tartu) i Würzburgu. W Warszawie osiadł w 1845 r. Elity kulturalne zniewolonej stolicy Polski spotykały się w modnych wówczas salonach literackich. Zapewne Chałubiński gościł też w salonie Tripplinów. Teodor Tripplin, podróżnik, literat, ale także i fantasta, był pacjentem Chałubińskiego. Tripplin miał ponoć odwiedzić Tatry w 1848 r., ale ta obecność jest przez wielu kwestionowana. Może Tatry były tematem rozmów lekarza i jego pacjenta? Chałubiński w tym okresie mógł poznać także Ludwika Zejsznera, geologa, paleontologa, mineraloga, badacza Tatr (...)

Najbardziej tajemniczym epizodem w życiu „króla Tatr” jest jego udział w powstaniu węgierskim 1848 –1849 r. Chociaż pojawiały się opinie podważające ten fakt, zwyciężył ostatecznie pogląd, potwierdzany wielokroć przez rodzinę, o pobycie naszego bohatera w szeregach powstańców Kossutha (…)   Nasz bohater wyruszył po raz pierwszy w Tatry w 1852 r. ze Szczawnicy, gdzie państwo młodzi, Tytus i jego druga żona Anna z Leszczyńskich Chałubińska, spędzali miodowy miesiąc. Towarzyszami warszawskiego lekarza byli  Karol Jurkiewicz, przyrodnik i mineralog, oraz Jerzy Aleksandrowicz „Zorż”, znany botanik. W tym samym gronie Chałubiński odwiedził Tatry w 1857 r. Ten pobyt w najwyższych górach Polski był panaceum po tragedii rodzinnej, śmierci dwojga dzieci państwa Chałubińskich. W Tatrach nasz bohater był także w roku następnym z Aleksandrem Balickim. Ponownie powrócił tu już po lekturze przewodnika Walerego Eljasza-Radzikowskiego w roku 1873. Odtąd Chałubiński zaczął corocznie przyjeżdżać na wakacje do Zakopanego, a w 1879 r. rozpoczął budowę własnego domu o wszystko mówiącej nazwie „Swoboda”. Od 1887 r. osiadł pod Giewontem na stałe.

Organizowane przez Chałubińskiego wyprawy w Tatry były w fantazyjny sposób wyreżyserowanymi przedstawieniami, w których grupie turystów towarzyszyli przewodnicy, muzykanci i tragarze. Wodzili górskie orszaki „króla Tatr” Maciej Sieczka, przygrywający na wyprawach na piszczałce i Józef Gąsienica Fronek starszy, wtórujący mu na klarnecie. W wielu wyprawach brał udział legendarny muzykant Bartuś Obrochta. Naszego bohatera oprowadzali także Szymon Tatar starszy, Wojciech Roj, Jan Gronikowski, Wojciech Ślimak, Jędrzej Wala starszy, Jędrzej Wala młodszy i inni. Nie mogło zabraknąć oczywiście Sabały, którego gęśliki robiły na słuchaczach wrażenie „jak gdyby kto uszy zgrzebłem pocierał”. Sam pan Tytus pisał: „Instrument Sabały jest rozpaczliwy (…). A jednak w górach muzyka ta nie tylko nie razi, ale jest pożądaną, upragnioną”. Z „dobrańszego niż indziej towarzystwa” do orszaku „króla Tatr” przyłączali się między innymi Walery Eljasz, Bronisław Rajchman, ks. Józef Stolarczyk, August Wrześniowski, Mieczysław i Jan Gwalbert Pawlikowscy, Ignacy Baranowski, a także Helena Modrzejewska, towarzyszka konnych przejażdżek pana Tytusa.

Nasz bohater od 1874 r. zabierał w Tatry syna Ludwika, wówczas 14-letniego chłopca (…)  Witold Henryk Paryski stwierdził, iż Tytus Chałubiński „był chyba na wszystkich wówczas zwiedzanych przez turystów przełęczach i szczytach tatrzańskich” (…)  Często bazą wypadową w Tatry Zachodnie była usytuowana w Orawicach leśniczówka ornitologa Antoniego Kocyana. Właśnie w Tatry Zachodnie, na Rohacze wyruszył 67-letni Chałubiński na ostatnią wyprawę, którą tragicznie przerwał atak choroby (…)  Chałubiński w 1873 r., przy ogromnym nakładzie pracy i środków finansowych, pomógł stłumić epidemię cholery. Po latach ks. Stolarczyk przypomniał w mowie pogrzebowej, jak Chałubiński sam „przenosił chorych zarażonych cholerą” i „jak sam urządzał im posłania”. Od tych tragicznych wydarzeń został bezpłatnym lekarzem górali, a pracą u podstaw podnosił poziom cywilizacyjny ludności Podhala. Także dzięki usilnym staraniom Chałubińskiego Zakopane zostało uznane za stację klimatyczną.

Ten niestrudzony społecznik przyczynił się między innymi do powstania w Zakopanem Szkoły Snycerskiej (później Szkoły Przemysłu Drzewnego) oraz Szkoły Koronkarskiej. Założył także dla górali kasę pożyczkową i zabiegał o podniesienie poziomu rolnictwa. Miał wkład w budowę kościoła św. Rodziny, finansował wykonanie projektu  architektonicznego świątyni. Chałubiński był również jednym z założycieli Towarzystwa Tatrzańskiego (...) Sabała po latach powiedział: „Pan profesor to nie ziemski cłek. Nogami on tu, ale serce jego w niebie”. Wtórował mu Stanisław Witkiewicz: „Nie ma zresztą w Zakopanem takiej dobrej sprawy, która by nie była przez niego zapoczątkowana lub przeprowadzona” (…), „ jeden z najłagodniejszych i najlepszych królów, który w swoim wspaniałym i szczytnym państwie dbał nie tylko o szczęście ludu, ale także o spokój kozic i świstaków, o byt limb i smreków, który pamiętał o mchu marnym i kochał dzikie i ponure głazy, stojące w milczeniu na skalnej pustyni”.

Źródło zdjęcia: Archiwum Polskiej Akademii Nauk

Cały tekst