SYLWETKI

MAŁGORZATA PIERZ-PĘKALA i DANIEL MIZERA: Korona dla dwojga

 
 
 
 
 
7 września 2012
 
Styl.pl
 
MAŁGORZATA PIERZ-PĘKALA i DANIEL MIZERA: Korona dla dwojga
 
Małgprzata Pierz-Pękala z synem Danielem
 
Tym razem przedstawiamy Państwu szczególny duet wysokogórski - matka i syn, zakopiańczycy, z Tatr wyruszyli po Koronę Ziemi, najwyższe szczyty wszystkich kontynentów i tę koronę zdobyli.
 
Alpiniści mówią, że w wysokie góry nie powinno się chodzić z nikim bliskim. Bo podczas ataku na szczyt każdy powinien myśleć tylko o sobie. Troska o drugą osobę odbiera wolę walki. Ale nie im. Zdobyli najwyższe szczyty wszystkich kontynentów. We dwoje. Małgosia i Daniel. Matka i syn.

Nie wygląda na 50 lat. Ma figurę i uśmiech nastolatki. Opalona, w krótkiej tunice, popija wodę z miętą w swoim biurze w Zakopanem. Sprawia wrażenie, jakby właśnie wróciła z egzotycznych wakacji. Ale to tylko pozory. Małgorzata Pierz-Pękala zamiast popijać drinki z palemką, wspólnie z synem, 26-letnim dziś Danielem, niedawno weszła na ostatni już szczyt Korony Ziemi: Piramidę Carstensza w Papui-Nowej Gwinei. Jako jedyna taka para na świecie - matka i syn - zdobyli najwyższe szczyty wszystkich kontynentów. - Wspinamy się razem od dziewięciu lat - powie mi później Daniel w schronisku na Kalatówkach, gdzie oboje wśród przyjaciół będą świętowali swoje zwycięstwo.

Małgorzata tego wieczoru dwa razy zmieni kreację i będzie brylowała na parkiecie. - Mama jest silna psychicznie i niesamowicie odporna. Potrafi wspinać się po wysokich górach nawet bez tlenu. Pod tym względem ja przy niej wysiadam. Kiedy idzie się w masce tlenowej, człowiek ma wrażenie, że się dusi. Chce ją zerwać, by złapać powietrze. Za każdym razem walczę ze sobą, żeby tego nie robić. I tak przez całą drogę na szczyt. A mojej mamy choroba wysokościowa nie dotyczy. Jakby była z innej planety.

Może Mont Blanc?

- "Gośka, kręcisz się w kółko po tych Tatrach, a przecież mogłabyś wybrać sobie jakąś inną górkę do zdobycia", mówiąc to, Zofia Majerczyk-Rumińska energicznie masuje spuchnięte i obolałe nogi Małgorzaty. Jest rok 2002. Gośka wróciła właśnie z wyprawy na Baranie Rogi (2526 m n.p.m) w słowackich Tatrach. Polskie zna już kamień po kamieniu. Urodziła się i wychowała w Zakopanem. Będąc nastolatką, zamiast na dyskotekę szła z kolegami w góry. - Ile razy byłam na Rysach? Ojej, dużo, teraz już nie pamiętam dokładnie. Nie było mnie stać na wyszukane rozrywki - wspomina. - Zakładało się pionierki, brało plecak i spędzało czas możliwie najprzyjemniej. Czyli w górach. - "Może Mont Blanc? - Zofia nie odpuszczała. - Byłam. Naprawdę warto wejść na tę górę. Nie jest trudna technicznie, wymaga tylko dobrej aklimatyzacji. W sam raz dla ciebie!"

Zosia Majerczyk to jedna z ośmiu słynnych sióstr, które przez lata zdobywały mistrzostwa Polski w narciarstwie alpejskim. Instruktorka narciarstwa, masażystka i ciotka snowboardzistki Jagny Marczułajtis. Objechała pół świata. Wie, co mówi. W kierunku Mont Blanc wjeżdża się tramwajem górskim na wysokość 2400 m n.p.m. Potem do szczytu są tylko dwa dni drogi. Małgosia pomysł przyniosła do domu. - "W życiu sama nie pojedziesz!", Daniel ma 16 lat i zawsze, jak matka, dużo chodził po górach. Poza wspinaczką znakomicie jeździ na nartach desce, trenował judo. Nurkuje, surfuje, żegluje, lata na szybowcach i paralotni. Od dziecka bez przerwy w ruchu. Wychował się w schronisku na Kalatówkach, gdzie Małgorzata prowadziła księgowość.

Schronisko stoi na pięknej polanie z widokiem na Kasprowy Wierch. Żeby nie musiała codziennie dojeżdżać, zaproponowano jej tam mały pokoik, a potem apartament, gdzie tuż po porodzie przywiozła Daniela. - Kiedy miał dwa i pół roku, po kluczu od szafy i klamce od okna wszedł na pawlacz pod samym sufitem. Musiałam wzywać kogoś z drabiną, żeby go zdjął. Spuścić go z oka było niebezpiecznie - wspomina Małgorzata. Ojciec Daniela, Krzysztof, mąż Małgosi, który opiekował się synem przez dużą część dnia, żeby żona też mogła pracować, któregoś razu jednak na chwilkę spuścił go z oka. Daniel wziął sanki i wspólnie z kolegą niewiele starszym od niego zjechał z Kalatówek kilkaset metrów w dół, do Kuźnic. A tam w kolejce narciarzy przez megafon szukano jego rodziców. No bo co robi w takim miejscu samotny trzylatek?

Ojciec Daniela długo potem nie mógł ochłonąć. Niestety, nie doczekał górskich sukcesów syna. Małgorzata mówi o tym z trudem: - Był koniec października 1990 roku. Wieczór. Krzysiek zjeżdżał samochodem z Kalatówek. Właśnie wychodził z zakrętu, kiedy nagle wyrosło przed nim jadące bez świateł auto. Odbił, żeby nie doszło do zderzenia, i wpadł w poślizg. Jego samochód owinął się wokół drzewa jak sznur. Daniel miał trzy lata. Od tamtej pory matka i syn staną się dla siebie całym światem(...)

WIĘCEJ

(js, em)