SYLWETKI

ANNA GÓRSKA

 
 
 
 
 
Jolanta Flach
 
ANNA GÓRSKA
 
Anna Górska (1914-2002)
 
Wybitna architektka, projektantka tatrzańskich schronisk, we wspomnieniach córki i wnuczki. - Budowa schronisk w Tatrach to jej najpiękniejsze chwile w życiu - twierdzi Ewa Górska-Schumacher.
 
Na Małym Żywczańskim tuż pod lasem stoi drewniany dom. Otoczony ze wszystkich stron zielenią stanowi oazę spokoju. Przez długie lata mieszkała w nim Anna Górska - architekt, artysta plastyk, projektantka tatrzańskich schronisk. Chociaż urodziła się w Krakowie, a jej rodzina pochodziła z Kresów, od dzieciństwa była związana z Zakopanem. - Moja prababcia, Maria Tołwińska, była przyrodnikiem, pracowała w zakopiańskich gimnazjach - mówi Ania. - Mój pradziadek był naukowcem geologiem i dużo podróżował po świecie. Nigdy nie przyjechał na stałe do Zakopanego.

Za to jeszcze przed wojną kupił niewielki domek góralski, który później babcia przerobiła. Był to jej pierwszy projekt po studiach - opowiada wnuczka, która rodzinne dzieje zna ze wspomnień babci. W domu obszerne pokoje kryją wiele pamiątek. Siedzimy w przestronnym pomieszczeniu, które było pracownią Anny Górskiej. Tutaj powstawały nie tylko projekty architektoniczne, ale również rysunki, obrazy, malunki na desce i wiersze.

- Przez wiele lat nie wiedziałam, że babcia zajmuje się poezją, bo nie traktowała tego zbyt poważnie. Czasem, gdy byłam mała, pisała do mnie listy, a w nich wierszyki. Do ostatnich chwil życia, kiedy nawet nie mogła już trzymać ołówka w ręku, próbowała zapisywać swoje myśli - twierdzi wnuczka, która niedawno w kilku egzemplarzach wydrukowała część wierszy. Oprawione w szare płótno były miłym prezentem dla pani Anny.

Na półkach obok książek mnóstwo pamiątkowych fotografii. - To piękne zdjęcie mojej babci i dziadka z lat ich młodości - pokazuje Ania i opowiada dalej: - Moja babcia poznała dziadka, Michała Górskiego tutaj w Zakopanem, gdy pomagał bratu przy budowie pensjonatu "Anna Maria", który teraz jest już domem wczasowym. Babcia opowiadała mi, jak wielokrotnie do gospodyni Karusi mówiła, jaki to przystojny mężczyzna pracuje na budowie. Później spotkali się w biurze projektów w Zakopanem i szybko się pobrali. Dziadek był inżynierem budownictwa. Wiele projektów wspólnie realizowali.

Szybowce i narty

Anna Górska razem z mężem - byłym olimpijczykiem, który startował w konkurencji norweskiej - lubiła narciarskie eskapady w góry. - Babcia świetnie jeździła na nartach - mówi wnuczka. - Omijała zatłoczone trasy narciarskie i wybierała się w niesamowite miejsca w Tatrach. Na deskach spuszczała się gdzieś z Małego Giewontu. To był po prostu początek ski-alpinizmu - twierdzi Ania.

Później jeździła już tylko na biegówkach. Poza tym pływała i latała szybowcem. - Szybownictwo uprawiała w młodości. Pamiętam, jak opowiadała, że w kabinie pilota nie było nic poza drewnianą wajchą, przeznaczoną do kierowania tą niesamowitą machiną - wspomina babcine opowieści.

Anna Górska w Zakopanem znana była jako wybitny architekt, głównie tatrzańskich schronisk. Jej dziełem są obiekty na Polanie Chochołowskiej i Ornaku, a w Gorcach na Turbaczu. Była też współprojektantką schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. - Kiedy budowano schroniska, to mama mnie wiecznie ciągnęła w góry, a mnie wtedy nic nie obchodziło. Tylko zła byłam, że znowu muszę iść taki kawał drogi na piechotę - wspomina Ewa Górska-Schumacher.

- Schroniska budowali niezwykli rzemieślnicy. Pamiętam, że wśród nich byli Jasiek Giewont i Władek Karpiel. Mama miała cały czas nadzór nad budową. Bardzo to przeżywała i to były jej życiowe dzieła, ponieważ kochała góry – dodaje córka. Dziełem Anny Górskiej jest  też zajazd w Kuźnicach i wystrój Domu Podhalan w Ludźmierzu. Projektowała również obiekty przemysłowe. Szczególnie lubiła pracę przy małych formach architektonicznych, detalach. Sporo radości przynosiło jej projektowanie mebli.

- Zawsze dostawałam od dziadków świetne prezenty. Były to zazwyczaj meble, które zaspokajały moje dziecięce potrzeby. Wśród nich była skrzynia na kółkach, wymalowana przez babcię w postacie z "Kubusia Puchatka". Niektóre rzeczy mam do dzisiaj - opowiada Ania. W jednym z pomieszczeń domu na Żywczańskim pani Ewa pokazuje skrzynię zaprojektowaną przez jej mamę. Z przodu wyrzeźbiony koci łeb, po bokach futerko, a na tylnej ściance - koci zadek z ogonem. - To nasz ulubiony mebel - zgodnie dodają obie panie.

Tymczasem Ania przegląda stos babcinych rysunków. Najczęściej przedstawiają góralską architekturę drewnianą. Są kwiaty, seria z Ojcem Świętym Janem Pawłem II i bratem Albertem. Nie brakuje też rysunków, ukazujących nierealny świat. Do nich należy cykl zatytułowany "Życie nocne w skansenach", na których ożywają między przedmioty zgromadzone w muzeach.

Jedne prace rysowane kredką lub ołówkiem, inne tuszem i flamastrem. Na ścianach wiszą obrazy olejne i malunki na deskach przypominające ikony. Są też tkaniny projektowane przez artystkę. Jest mnóstwo innych drobiazgów, między innymi biżuteria. - A tutaj są zwierzątka, które zgodnie z projektem babci wykonywał dziadek. Robił też wiele elementów kutych i to w prymitywnych warunkach, bo w piecu centralnego ogrzewania - mówi Ania.

Podróże

Anna Górska lubiła podróżować, odziedziczyła to po ojcu. Zabierała ze sobą mały plecaczek lub niewielką walizeczkę i wyruszała w świat. Zwiedziła wiele ciekawych miejsc. Zawsze przy sobie miała szkicownik. - Gdy była już starsza, najczęściej wyjeżdżała do ciepłych krajów, gdzie czasem przytrafiały jej się różne przygody - wspomina wnuczka. - Kiedy była w Palermo, na skuterze podjechali młodzi chłopcy i wyrwali jej torebkę. W środku był tylko szkicownik i ołówki, żadnych pieniędzy. Ale to była największa strata dla babci - podkreśla. Ania odnajduje niewielki albumik z fotografiami. To zbiór zdjęć babci z czworonożnymi przyjaciółmi. Od zawsze w domu Anny Górskiej były psy, rasowe i kundelki. Wszystkie były tak samo kochane i każdy z nich został uwieczniony na kliszy.

Anna Górska nigdy nie siedziała bezczynnie, była ciągle w ruchu. Nie prowadziła zbyt towarzyskiego życia, bo była głównie zajęta swoimi sprawami. Lubiła młodzież, i jak twierdzi jej wnuczka, każdemu z przyjaciół Ani potrafiła nadać trafne przezwisko. - Babcia na pewno nie była taką typową babcią. Gdy byłam dzieckiem, zupełnie tego nie doceniałam, bo wolałam mieć taką babcię "babciową" - tłumaczy. - Gdy skarżyłam się, że się nudzę, to od najmłodszych lat słyszałam, że nudzą się tylko ludzie mało inteligentni. Babcia tępiła narzekania. Często przebywałam u niej w pracowni. Wtedy dostawałam kartkę papieru i ołówki. Mogłam korzystać z tego wszystkiego, czym ona się posługiwała. Nigdy mi tego nie żałowała. I dzisiaj są efekty, bo skończyłam Akademię Sztuk Pięknych - mówi.

Zobaczyć piękno

Anna Górska była wyjątkowo wrażliwa na piękno. Umiała zachwycić się przyrodą, góralskim kożuszkiem i grą starego Mroza na kozie. Nawet na talerzu musiał być odpowiedni dobór kolorów podawanych potraw. Z rodzinnych relacji wynika, że była osobą o mocnym charakterze, znającą własną wartość. - Babcia mnie uczyła, jak być wyluzowanym, nie przejmować się tym, co mówią o nas inni - wspomina Ania. - Pamiętam, jak szłyśmy na jakiś wernisaż. A ponieważ było sporo czasu, więc na Placu Wolności usiadłyśmy na ławce.

Wtedy powiedziałam, że czegoś tam nie wypada robić. Wówczas babcia zdenerwowała i na głowę założyła koszyk wiklinowy, który miała przy sobie. Myślałam, że spalę się ze wstydu. A ona cały czas twierdziła, że nie należy się przejmować, że ktoś się na nas dziwnie patrzy. Takimi metodami babcia nauczyła mnie inaczej spoglądać na świat - mówi. - Babcia była punktem centralnym w domu, wszystko wokół niej się kręciło. Była niezwykłą osobą. Teraz będzie jej bardzo brakować - zakończyła Ania.

Anna Górska zmarła 23 czerwca 2002 roku w Zakopanem. Miała 88 lat. Spoczęła na Nowym Cmentarzu przy ul. Nowotarskiej. 

Tekst Joalnty Flach o Annie Górskiej, zatytułowany  "Nie była typową babcią",   ukazał się w Gościńcu (nr 5/2003)


(em)