ROZMOWY

PIOTR MANOWIECKI: Pendolino w Zakopanem najpóźniej w 2021 roku

 
 
 
 
 
28 kwietnia 2017
 
PIOTR MANOWIECKI: Pendolino w Zakopanem najpóźniej w  2021 roku
 
fot. Ze zbiorów prywatnych Piotra Manowieckiego
 
Z Piotrem Manowieckim – pomysłodawcą oraz inicjatorem kampanii “Pociąg –Autobus - Góry”, rozmawia Maciej Serweta
 
 W latach ’30 ubiegłego wieku spalinowa „Lux torpeda” z Krakowa do Zakopanego jechała niecałe dwie godziny. W XXI wieku zaawansowane technologicznie Pendolino nie potrafi pobić tego rekordu. Wyjaśni Pan naszym Czytelnikom dlaczego?

Bardzo się cieszę, że padło to pytanie, ponieważ przytoczył Pan jeden z mitów, które cały czas pokutują w naszej świadomości, jak to szybko przed wojną jeździły pociągi. Co nie jest do końca prawdą. Nawet dzisiaj patrzyłem w archiwalne rozkłady jazdy. I co się okazuje? „Lux Torpeda” z Krakowa do Zakopanego jechała 2 godziny i 43 minuty. Tak, więc twierdzenia, że „Lux Torpeda” jeździła 2 godziny 10 minut, czy nawet poniżej dwóch godzin – mijają się z rzeczywistością. Jeśli chodzi o czasy współczesne musimy pamiętać, że infrastruktura kolejowa jest mocno zaniedbana. I stąd właśnie takie długie czasy przejazdu na tym odcinku. Ale jest nadzieja na poprawę…

Nadzieja?

Tak. Pierwsza z nich – krótkoterminowa, co prawda ale jednak to oddanie do użytkowania jeszcze w tym roku dwóch łącznic kolejowych, które dosyć wyraźnie skrócą czas przejazdu. Natomiast druga – docelowa nadzieja to oddanie do użytkowania linii Podłęże – Piekiełko, która skróci czas przejazdu z Krakowa do Zakopanego do 90 minut. Poza tym, kiedy porównuje się czasy przejazdów z lat ’30 z obecnymi to nie sposób nie zauważyć, że były one dłuższe, ale nie aż tak znacznie. Przecież przed wojną na obecnych terenach polskich pociągi jeździły z rozkładową prędkością 160 km/h, pomiędzy Gliwicami a Berlinem. Chcę podkreślić, że bez znaczących inwestycji w infrastrukturę nie podniesiemy rozkładowej prędkości przejazdów pociągów pasażerskich. Jeszcze wracając do tej osławionej „Lux Torpedy”. Otóż rekord należy do pociągu „Giewont” w relacji Kraków - Zakopane, kursującego w latach ’90. Jego czas przejazdu wynosił 2 godziny i 29 minut. Ten czas osiągnięto w ten sposób, że w elektrycznym zespole trakcyjnym EN 57 jechało dwóch maszynistów. Skutkowało to tym, że na stacjach Sucha Beskidzka i Chabówka procedura zmiany czoła pociągu była skrócona do niezbędnego minimum. Zresztą również w latach ’90 ekspres „Tatry” miał dwie lokomotywy. Jedną z przodu składu a drugą z tyłu. I tutaj również procedura zmiany kierunku jazdy była znacznie skrócona. Ponieważ „Giewont” obsługiwał niespecjalnie lubiany przez pasażerów elektryczny zespół trakcyjny EN57 to w świadomości został utrwalony mit „Lux Torpedy” i jej rekordowy czas przejazdu 2 godziny i 10 minut. Ale pamiętajmy, że nie był to przejazd rozkładowy a tylko testowy. No cóż… Trasę samochodową Zakopane – Kraków można pokonać w jedną godzinę i 15 minut jadąc 200 km/h. Jednakże nijak się to ma do realnego czasu przejazdu.

Wierzy Pan w to, że Pendolino będzie jeździło do Zakopanego?

Wierzę w to w stu procentach. Nie mam, co do tego najmniejszych wątpliwości. Pytanie powinno brzmieć: Kiedy będzie jeździło?

No to w takim razie, kiedy Pendolino będzie jeździło do Zakopanego?

Sądzę, że po uruchomieniu łącznic kolejowych, o których wspominałem wcześniej powinno już ruszyć. A jeśli jeszcze nie teraz to po remoncie odcinka torowiska, pomiędzy Skawiną a Suchą Beskidzką. Już został na ten odcinek rozpisany przetarg. Generalnie na tak zwanej „starej zakopiance” wszystkie prace remontowe mają zakończyć się do 2021 roku. Tak, więc Pendolino pojawi się w Zakopanem najpóźniej po 2021 roku, ale intuicja podpowiada mi, że ED250 – bo tak brzmi oficjalne oznaczenie tego zespołu trakcyjnego, zobaczymy znacznie wcześniej.

No dobrze… Ale w sumie, po co nam pociąg? Przecież mamy całe zatrzęsienie autobusów? Ta cała flota samochodowa już dziś jeździ szybciej i krócej od pociągu?

Jak patrzymy na wskaźniki przewozowe to pomimo faktu mnogości przewoźników drogowych to jak się policzy ilość przewiezionych pasażerów to okazuje się, że są to śmieszne ilości. Dla przykładu: Do Zakopanego przyjeżdżają trzy autobusy, z których wysiada 120 osób. To tyle samo, co z dwóch i pół wagonów pasażerskich. Autobus nigdy nie będzie alternatywą dla pociągu. Przewiezie Pan psa w autobusie? Nie. Przejdzie się Pan po korytarzu, aby rozprostować kości? O bezproblemowym przewiezieniu roweru, wózka dziecięcego, nart, czy wreszcie wózka inwalidzkiego nie wspomnę. Niejednokrotnie już to przerabialiśmy w Polsce. Okazuje się, że po zawieszeniu połączeń kolejowych pasażerowie nie przesiadali się do autobusów tylko do prywatnych samochodów. I dokładnie ten sam schemat widać w Zakopanem. Poza tym ostatnimi czasy przejazd autobusem z Zakopanego do Krakowa realnie trwa 2 godziny i 30 minut. Jest on jeszcze większy w czasie szczytu komunikacyjnego. Poza tym nasza cywilizacja weszła jakby w ślepy zaułek. Ciągle pokutuje teoria, że im więcej powstanie dróg – tym korki będą mniejsze. Co jest absolutną nieprawdą. Doświadczenia polskie i zagraniczne jednoznacznie dowodzą, że im więcej dróg – tym więcej samochodów, a więc korków. I nagle okazuje się, że 10 lat po wybudowaniu sieci dróg – natężenie ruchu rośnie do stanu sprzed rozbudowy danego obszaru drogowego. Na szczęście odbijamy się już od tego transportowego dna. Najnowszy raport Urzędu Transportu Kolejowego pokazuje wzrost przewozu pasażerów. Na przykładzie Małopolski: Po uruchomieniu linii Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej Wieliczka – Balice oraz Kraków- Miechów statystycznie pasażer jeździ ok. 4,6 razy do roku koleją. Przed uruchomieniem kolei aglomeracyjnej tylko 2 razy. Cały czas czekamy na finał modernizacji odcinka Kraków – Katowice, którego oddanie do użytku skokowo zwiększy ilość pasażerów w Małopolsce. To także nadzieja dla naszego regionu, bo udrożnienie wspomnianego wcześniej odcinka spowoduje, że pociągi przyjeżdżające do Zakopanego nie będą świeciły pustkami.

Dziękuję za rozmowę.