KULTURALNIE

Kto naprawdę gwizdał na Stalina?

 
 
 
 
 
Mariusz Koperski
 
Kto naprawdę gwizdał na Stalina?
 
Prof. Jacek Spławiński
 
Książka prof. Jacka Spławińskiego “Gwizdać na Stalina! Zakopane 1949-1953: wspomnienia gimnazjalisty” u niektórych zakopiańczyków wzbudziła dużo kontrowersji.
 
I pewnie nic bym o tym nie wiedział, przeczytał ją po prostu i wziął za dobrą monetę wszystko, co w niej znalazłem, gdybym nie uczestniczył w spotkaniu z autorem. W Miejskiej Bibliotece Publicznej w Zakopanem 28 maja 2015 zgromadziła się bowiem duża grupa koleżanek i kolegów autora ze szkolnej ławy, dla których wspomnienia prof. Jacka Spławińskiego były także ich wspomnieniami. I okazało się, że różni ludzie mają różnie wspomnienia i nie wszystkie pokrywają się z tym, co autor opisał w swej książce.

No właśnie, może trzeba więc zacząć od tego, czy to rzeczywiście wspomnienia? Tak brzmi wprawdzie podtytuł książki, ale sam autor dość szybko przyznał, że chodziło mu raczej o ukazanie atmosfery początku lat pięćdziesiątych, która panowała w zakopiańskim liceum i w samym Zakopanem. Przyznał też, że popełnił w niej dużo błędów, a na koniec, po burzliwej dyskusji, w trakcie której wytknięto różne nieścisłości w jego tekście, stwierdził, że to jednak bardziej literatura fikcji niż dokładny opis jego autentycznych przeżyć.

Dość dziwna to sytuacja, kiedy autor nie do końca wie, co chciał napisać, a potem, z perspektywy czasu nie do końca jest pewien, co stworzył. Spławiński przyznał, że książkę pisał dość długo, ale wydawał w pośpiechu i to niestety widać. Jest źle zredagowana, zawiera głupie błędy, jak na przykład ten, że jedna z postaci ze strony na stronę zmienia imię, a innym razem nazwisko (koleżanka z klasy, w której podkochiwał się przyjaciel autora Piotr raz ma na imię Stasia, innym razem Marysia, raz się nazywa Cudzich, innym razem Cudzych).

Widać także, że historia spisywana była w pewnych odstępach czasu i autor nie bardzo pamiętał, że już o tym wcześniej pisał. Trochę to irytuje i przeszkadza w czytaniu, a wielka szkoda, bo książka nie jest wcale zła, czyta się ją dobrze, a opowiedziane historie są ciekawe i - jak to w przypadku wspomnień z lat szkolnych bywa - czasami zabawne, czasami straszne, a innym razem wzruszające. Nie jest to może poziom Sklepu potrzeb kulturalnych Antoniego Kroha, ale nie miałem uczucia, że czas spędzony na jej lekturze był czasem straconym.

Bohaterów tej opowieści jest trójka: sam autor, jego najbliższy przyjaciel Piotr Welthauzen i czarny charakter tej historii, dyrektorka szkoły przezywana przez uczniów Boberką. I to sposób przedstawienia jej postaci wzbudził chyba najwięcej kontrowersji. Spławiński opisał ją jednoznacznie jako osobę bezwzględną, tępiącą wszelkie przejawy indywidualizmu wśród uczniów i serwilistycznie opiewającą władzę ludową.

Ale nie wszyscy uczestnicy spotkania zgodzili się z tą oceną, niektórzy wspominają sytuacje, kiedy okazała im pomoc i zachowała się jak przyzwoity człowiek. Okazało się także, że nie do końca zgodnie z prawdą przypisał pewne czyny postaciom swej książki. W tym ten najbardziej symboliczny, od którego pochodzi jej tytuł, że ktoś (w książce on sam!) zagwizdał w czasie pięciominutowej ciszy mającej uczcić pamięć zmarłego Stalina.

Na pewno wiele z tych wątpliwości tłumaczy upływ czasu. Od wydarzeń ukazanych w książce minęło, jakby nie było, prawie sześćdziesiąt lat. Nie jest także niczym wyjątkowym, że różni ludzie inaczej pamiętają te same wydarzenia z odległej przeszłości. Niestety, pewne błędy, a przede wszystkim dowolne operowanie faktami w książce, która ma być rzekomo wspomnieniami, idą już na konto autora.

Jacek Spławiński: Gwizdać na Stalina! Zakopane 1949-1953: wspomnienia gimnazjalisty. Wydawnictwo POLIGRAF 2015.

(em)

Źródło zdjęć: Miejska Biblioteka Publiczna w Zakopanem