KULTURALNIE

Bataliony Obrony Narodowej - Żołnierze Zapomniani

 
 
 
 
 
Paweł Jankowski
 
Bataliony Obrony Narodowej - Żołnierze Zapomniani
 
Podpułkownik Wojciech Wójcik, dowódca pierwszego pułku piechoty Korpusu Ochrony Pogranicza. Fot. Centralne Archiwum Wojskowe
 
Jeszcze nie tak dawno obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
 
To dobrze, że w końcu jako państwo i jako społeczeństwo oddaliśmy hołd tym, którzy do końca walczyli o wolną Polskę. Jednak przy tej okazji moje myśli kierują się ku innym żołnierzom, którzy bronili również naszego kraju. Żołnierze obecnie zapomniani, żołnierze Września 1939, którzy od pierwszego dnia wojny walczyli z wrogiem.

Z historycznego punktu widzenia mieli pecha. Najpierw po wojnie, która okazała się dla wielu z nich przegrana, nie byli prawomyślni, gdyż bronili „zepsutego faszystowskiego reżimu”. Po upadku komunizmu nadal nie byli popularni. Często można odnieść wrażenie, że według niektórych historyków wojna zaczęła się 17, a nie pierwszego września, a opór przeciw Niemcom nie do końca był słuszny. Tych żołnierzy nie obchodziły kwestie polityczne, to czy nadchodzący z bronią w ręku wróg był nazistą czy komunistą. Bronili swojego kraju, swoich rodzin. A wśród polskich formacji września istnieje formacja szczególna, obecnie niemal zupełnie zapomniana – Bataliony Obrony Narodowej.

Były to jednostki obrony terytorialnej, powołane w celu wsparcia regularnych oddziałów. Generalnie byli to ochotnicy, z założenia mieli działać tam, gdzie mieszkają, bronić swoich domów, swoich rodzin. Rozpaczliwie niedozbrojeni, niedoszkoleni, we wrześniu musieli stawać wobec wielokrotnie silniejszego przeciwnika. I często dokonywali czynów bezprzykładnego bohaterstwa, teraz niestety zapomnianych.

Czemu piszę o tym na portalu dotyczącym spraw zakopiańskich? Zbieraliśmy się i wspominaliśmy Żołnierzy Wyklętych przy grobach i pomnikach. Niemal w każdej podhalańskiej gminie takie są. A gdzie można wspomnieć żołnierzy Września? Żołnierzy bardzo szczególnej podhalańskiej jednostki, jaką był Batalion Obrony Narodowej „Zakopane”. Na całym Podhalu nie ma jednej tablicy upamiętniającej ich czyn bojowy, a przeszli cały szlak kampanii wrześniowej, z Zakopanego i Chabówki aż do Lwowa, choć tam dotarli tylko nieliczni.

1939 – przed burzą

Etatowy stan batalionu obrony narodowej typu IV, do którego należał BON „Zakopane”, wynosił 700 żołnierzy, choć batalion zakopiański raczej na pewno nie miał pełnego stanu. Jednostką dowodził mjr Edward Roth, do pomocy powinien mieć trzech oficerów, którzy mieli dowodzić trzema kompaniami batalionu i 15 oficerów rezerwy.

W dostępnych źródłach zachowało się tylko nazwiska kapitana Kozłowskiego, który dowodził najprawdopodobniej kompanią „Zakopane”, a także podoficera młodszego ppor Andrzeja Drozdowskiego. Pozostali nie są wymieniani w dostępnych mi dokumentach. Dwie kolejne kompanie to „Czarny Dunajec” i „Orawa” (w innych źródłach podawana także jako „Orawka” lub „Jabłonka”). Żołnierze poszczególnych kompanii pochodzili z terenów, od których pochodziła nazwa kompanii.

Batalion powstał w maju 1939 roku w ramach tworzenia obrony narodowej na południu Polski. Bataliony typu IV były liczniejsze od innych, ale gorzej uzbrojone i wyposażone. Niestety, batalion zakopiański nie otrzymał nawet przewidzianego etatem uzbrojenia. Podstawą uzbrojenia były niemieckie karabiny Mauser wz.98. Zamiast sześciu ciężkich karabinów maszynowych batalion otrzymał tylko trzy. Etat uzupełniono trzema ręcznymi karabinami maszynowymi. Batalion nie otrzymał żadnej broni przeciwpancernej ani artylerii.

Był jednak wśród tych szczęściarzy, którzy otrzymali moździerz kal. 81, choć tylko jeden. Żołnierze nie dostali także hełmów, saperek ani bagnetów. Dla oficerów zabrakło pistoletów. Z dostępnych relacji wynika także, że żołnierzom z batalionu „Zakopane” brakowało mundurów i do walki ruszyli w swoich codziennych ubraniach z biało-czerwonymi opaskami na rękawach.

Podstawowym środkiem transportu były nogi żołnierzy. W trakcie alarmu powoływano do służby konie podhalańskich gospodarzy. Batalion miał prawo dokonać „zaciągu” 70 koni. O brakach wiedziało oczywiście naczelne dowództwo. Oceniając bataliony typu IV zwracano uwagę na ich niedostateczną ruchliwość, małą siłę ognia, skromne środki łączności. Uważano, że jednostek tego typu nie można używać do długotrwałych działań na większą skalę. Jednak podkreślano także wysoki stopień gotowości bojowej i sprawną organizację.

Kim byli żołnierze batalionu? W większości to ochotnicy w wieku 25-40 lat, ojcowie rodzin, którzy mieli już obowiązkową służbę wojskową za sobą i raczej nie byliby powołani do jednostek regularnych, ale nadal byli na przykład członkami Strzelca.

Lato 1939 roku żołnierze Batalionu Obrony Narodowej Zakopane spędzili na ćwiczeniach, które przeprowadzano w miejscach zakwaterowania - „Zakopane” ćwiczyła w okolicach Zakopanego, „Czarny Dunajec” w rejonie Czarnego Dunajca, a „Orawa” na Orawie. W sierpniu odbyły się wspólne ćwiczenia w rejonie Chabówki, czyli tam, gdzie docelowo miał batalion walczyć. Batalion w pełni zmobilizowano 24 sierpnia 1939 roku.

Plan Polskiego Sztabu Generalnego umieścił Batalion Obrony Narodowej „Zakopane” w składzie świeżo powołanej 1 Brygady Górskiej Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP). KOP to formacja wojskowa utworzona w roku 1924 do ochrony wschodniej granicy II Rzeczypospolitej przed penetracją agentów, terrorystów i oddziałów dywersyjnych, przerzucanych przez sowieckie służby specjalne z terenu ZSRR.

W założeniach była toformacja elitarna. Mogły do niej należeć osoby narodowości polskiej, pochodzące z zachodniej części kraju, potrafiące czytać i pisać, posiadające odpowiedni „kręgosłup patriotyczny”. Co ciekawe, w jednostkach tych mogły służyć osoby pochodzenia niemieckiego. Uważano, że są one odporne na sowiecką propagandę. Realia zmusiły do rozluźnienia tych dość rygorystycznych warunków. Odstąpiono od warunku piśmienności żołnierzy, także z czasem odstępowano od zasady, że musieli to być mieszkańcy zachodniej Polski. Wraz z rozbudową KOP tworzono jednostki złożone z ludności lokalnej i z mniejszości narodowych (Hucułów, Ukraińców, Białorusinów).

Do KOP-u przystępowano po odbyciu minimum półrocznej służby w jednostkach liniowych Wojska Polskiego. Także cała kadra oficerska była kadrą zawodową, służącą wcześniej w Wojsku Polskim. Jako że KOP był jednostką quazi policyjną, więc jego wyposażenie odbiegało od standardów jednostek liniowych Wojska Polskiego, szczególnie jeśli chodzi o artylerię i środki obrony przeciwpancernej. Mimo wszystko, biorąc pod uwagę wyszkolenie, była to formacja jak na ówczesne czasy elitarna.

Wojenny los związał ochotników z Podhala z żołnierzami KOP z 1 pułku piechoty, dawniej 1 pułku KOP „Snów”, pod dowództwem podpułkownika Wojciecha Wójcika. Zadaniem pułku była obrona południa Małopolski, w szczególności drogi na Kraków. Główne siły rozmieszczone były w rejonie Rabki. Stąd można było blokować siły posuwające się zarówno bezpośrednio z południa, przez Nowy Targ, jak i od strony Orawy przez Spytkowice i Jabłonkę.

Naprzeciw polskich jednostek broniących Podhala, po drugiej stronie granicy, stały trzy duże niemieckie związki taktyczne, wchodzące w skład 18 Korpusu. Były to 2 Dywizja Pancerna, 4 Dywizja Lekka oraz 3 Dywizja Górska – w sumie ponad 300 czołgów miało nacierać przez Podhale na Kraków. Zdając sobie z tego sprawę, dowództwo Armii Kraków zdecydowało się już 1 września przesunąć na ten odcinek jedyną pełnowartościową polską jednostkę zmotoryzowaną - 10 Brygadę Kawalerii, wtedy jeszcze pułkownika Stanisława Maczka. Jednak pamiętajmy, mimo że nowoczesna na polskie warunki, jednostka ta posiadała zaledwie 43 czołgi i tankietki oraz 27 dział przeciwpancernych.

W obronie Podhala

Wybuch wojny zastał BON „Zakopane” rozrzucony na całym Podhalu. Kompania zakopiańska po budowie umocnień w rejonie Wysokiej wróciła do Zakopanego. Dwie pozostałe kompanie okopano w rejonie skrzyżowania dróg w Skomielnej. Skrzyżowania miano bronić zarówno z kierunku Spytkowic, jak i Nowego Targu.

Przez Lipnicę nacierają czołgi 2 Dywizji Pancernej, a od strony Chyżnego i Jabłonki wchodzi 4 Dywizja Lekka. 3 Dywizja Strzelców Górskich wkracza poprzez Suchą Górę (Sucha Hora) i Chochołów. Podczas gdy 4 Dywizja kieruje się przez Czarny Dunajec na Rabkę, Strzelcy Górscy ruszają w stronę Czarnego Dunajca, potem na Nowy Targ i w końcu na północ w Gorce.

Część oddziałów górskich rusza w stronę Zakopanego, które zajmują koło godziny 14.00. Tutaj, w rejonie Gubałówki, po raz pierwszy dochodzi do starcia miedzy patrolami niemieckimi a ubezpieczeniami BON „Zakopane”. Po południu zajęty zostaje Nowy Targ. Zakopiańska kompania Obrony Narodowej prowadzi działania opóźniające i wycofuje się na Chabówkę. Wykonuje swoją robotę dobrze, niszcząc po drodze mosty i opóźniając marsz Niemców.

Pod wieczór pozycje w Wysokiej atakowane są przez 2 Dywizję Pancerną z rejonu Spytkowic. Atak odparto, mimo że uczestniczyło w nim wiele czołgów. Do KOP i Batalionu Zakopiańskiego dołącza Batalion Obrony Narodowej „Żywiec”. Dociera także spod Krakowa przerzucona tu 10 Brygada Kawalerii.

Pułkownik Maczek stara się przejąć inicjatywę i w nocy z 1 na 2 września planuje wypad na Spytkowice. Obok kawalerzystów Maczka w operacji uczestniczą żołnierze Batalionów Obrony Narodowej „Żywiec” i „Zakopane” z kompanii „Orawka” oraz „Czarny Dunajec”. Jednak ułani Maczka najpierw się gubią, potem wycofują się przed czasem, dlatego żołnierze KOP, podhalańscy i żywieccy ochotnicy atakują pozycje niemieckie samodzielnie. Odnośnie skuteczności tego wypadu zdania w dostępnych źródłach są podzielone. Jednak można powiedzieć, że atak wywarł wrażenie na Niemcach, gdyż od tego dnia na noc dywizja ta zawsze przyjmuje formacje jeża (przygotowana do obrony okrężnej) i z zasady pali wszystkie zabudowania na przedpolu.

Rano, 2 września, Niemcy rzucają wszystkie siły na Wysoką. W zaciętej bitwie uczestniczy kompania „Orawka”, trzymająca prawe skrzydło. Zasadnicze pozycje bronione przez ułanów i żołnierzy KOP trzykrotnie atakowane są przez czołgi. Pierwsze dwa ataki udaje się odeprzeć, trzeci, z użyciem wszystkich sił 2 Dywizji Pancernej i zapewne części 4 Dywizji Lekkiej, czyli ponad 200 czołgów, w końcu doprowadza do upadku polskich pozycji.

Większość polskich sił udaje się wycofać za drugą linię trzymaną przez dwie pozostałe kompanie BON „Zakopane”. Pomimo utrzymania Jordanowa, wojsko polskie musi się wycofać. Naciskane od frontu mogłoby się jeszcze bronić, jednak pozycje obronne były obchodzone przez Strzelców Górskich, którzy idąc przez Turbacz zaczęli zagrażać polskim tyłom. Zaczyna się pierwszy odwrót tej kampanii.

Trzeci września jest zapowiedzią, jak będzie wyglądać pozostała część kampanii wrześniowej. Żołnierze 1 pułku KOP płk. Wójcika i ochotnicy z Batalionu Obrony Narodowej, naciskani przez 4 Dywizję Lekką i 3 Dywizję Górską, próbują blokować drogę na Mszanę. Jednak nieliczne siły nie pozwalają na zajęcie trwałej linii obronnej. Cały czas pozycje polskie są obchodzone przez Strzelców Górskich, co z kolei zmusza obrońców do wycofywania się na kolejną pozycję. Nie odbywa się to bezkrwawo, polacy ponoszą ciężkie straty.

Z trudem udaje się do wieczora utrzymać Mszanę Dolną, jednak później oddziały polskie zostają wyparte w kierunku Kasiny Wielkiej. Tutaj następnego dnia uczestniczą w kontruderzeniu przerzuconej z rejonu Myślenic 10 Brygady Kawalerii. Niemców odrzucono aż do Mszany Dolnej. Tam wróg się przegrupował i uderzył na pozycje polskie za miastem. Pierwsze natarcie odparto, jednak drugie przy wspraciu niemal całej 4 Dywizji Lekkiej i 3 Dywizji Górskiej odrzuciło polskich żołnierzy w rejon Kasiny Wielkiej.

Dzięki nadzwyczajnemu wysiłkowi powstrzymano natarcie niemiecki na jeden dzień, utrzymując całe skrzydło armii. Jednak utrata Kasiny otwierała Niemcom drogę na Tymbark, na tyły polskich armii. Kolejnego dnia zgrupowanie pułkownika Wójcika wraz z ochotnikami zakopiańskimi broni Wiśniowej, którą udaje się utrzymać dostatecznie długo, by siły główne mogły się wycofać a potem, pod osłoną nocy przechodzi na nową pozycje.

Obrona Bochni i odwrót za Dunajec

Batalion Obrony Narodowej „Zakopane” 6 września znalazł się w rejonie Bochni. Tutaj wraz z ochotnikami z Batalionu „Żywiec” mieli walczyć ramię w ramię z „podhalańczykami” z 21 Dywizji Piechoty Górskiej. Na miasto, bronione przez „podhalańczyków” i ochotników z Podhala, czołowo uderzały czołgi wypierając w ciężkich walkach obrońców. Utrata Bochni w tym momencie rozcięłaby polskie siły i pozostawiła znaczną ich część w okrążeniu. Do szturmu na miasto rusza 1 batalion 4 Pułku Strzelców Podhalańskich. Atakuje on wraz z żołnierzami batalionów Obrony Narodowej („Zakopane”, „Żywiec”, „Cieszyn”) i wypiera Niemców z Bochni.

Miasto udaje się utrzymać do zmroku, kiedy żołnierze polscy ruszają do odwrotu w kierunku Dunajca. Na południe od Tarnowa byli już Niemcy, dlatego siły polskie wycofywały się w kierunku na Biskupice i Żabno, na północ od miasta. Tam i w rejonie Bobrownik czekały dwa mosty, po których miano przeprawić się przez Dunajec.

Odwrót był bardzo ciężki, drogami zatłoczonymi uchodźcami, lasami i bezdrożami. Mimo wysiłków żołnierzy ranek 7 września zastał oddziały polskie rozciągnięte od Brzeska do Radłowa. Część oddziałów była nad Dunajcem już rano. Kompania BON „Zakopane” pod dowództwem mjr. Rotha sforsowała Dunajec w bród. Reszta nad Dunajec dotarła dopiero o zmroku. Tam część żołnierzy BON „Zakopane” i „Żywiec” przeszły most pod Biskupicami. Siły polskie były mocno atakowane przez niemieckie czołgi.

Jako jedni z ostatnich rzekę forsowali żołnierze kompanii ON „Żywiec”. Kompania ta bojem musiała przedzierać się do Dunajca. W trakcie tych walk zostaje ciężko ranny dowódca batalionu kpt. Szczerbaniewicz. Umiera 13 września. Część jego batalionu wcielono do 12 pułku piechoty, z którym ochotnicy z Żywca walczyli do końca kampanii wrześniowej. Reszta, wraz z żołnierzami BON „Zakopane”, przechodzi pod dowództwo ppłk. Wójcika.

Za Sanem

Kolejne dni to dalszy marsz na wschód. 9 września BON „Zakopane” przechodzi San. Następnego dnia w Krzeszowie i Sieniawie zebrano wszystkie pozostające w rejonie działania armii Kraków oddziały KOP i resztki obu Batalionów Obrony Narodowej „Żywiec” i „Zakopane”, tworząc pułk KOP pod dowództwem ppłk Wojciecha Wójcika.

Żołnierze, którzy zaczynali razem kampanię wrześniową, po chaosie odwrotów, znów stanowili jedną jednostkę. Z mniej więcej 5 tysięcy żołnierzy, którzy bronili Podhala tydzień wcześniej, nad Sanem zebrało się około 1-2 tysięcy żołnierzy. KOP i bataliony ON utraciły dwie trzecie stanów. A jak się ci żołnierze prezentowali? Oddajmy głos mjr. Wróblewskiemu, oficerowi operacyjnemu 21 Dywizji Górskiej, w skład której pułk miał wejść: Był to najlepszy żołnierz, jakiego widziałem w życiu. A jak celnie strzelali! Wspaniała dyscyplina ogniowa i więź z dowódcami.

Jedenastego września oddział z Podhala pozostaje na swoich pozycjach, prawie nie niepokojony, a w nocy rusza na nowe pozycje pod Księżopolem . Wielu oddziałom 21 Dywizji Górskiej nie udało się jeszcze dotrzeć do linii Sanu. Jednak dla żołnierzy KOP i ochotników z ON był to pierwszy dzień wytchnienia. Trzeba tutaj dodać, że pułk, w skład którego wszedł BON „Zakopane” był jedyną realną siłą, jaką dysponowała 21 Dywizja.

Reszta jej pododdziałów nie dość że była rozrzucona na ogromnym terenie, to jeszcze zdezorganizowana, stanowiąca dość przypadkową mozaikę kompanii i batalionów. Pułk był, cytując Władysława Steblika, oficera sztabu armii i historyka: najlepiej przedstawiająca się pod względem uzbrojenia i morale jednostką.

Wobec dalszego pogarszania się sytuacji dowództwo zgrupowania, w którym znajdował się pułk KOP, podjęło decyzję o dalszym wycofywaniu się w kierunku Lwowa. Pierwszym etapem miał być rejon Lubaczowa. Jako straż przednia ruszyli żołnierze KOP i Batalionu Obrony Narodowej „Zakopane”.

Bój pod Oleszycami

Rankiem 14 września nowe rozkazy zatrzymują oddziały polskie w lasach na wschód od Majdanu Sieniawskiego. 21 Dywizja miała zaczekać na postępującą za nią 6 Dywizję Piechoty, by razem rozpocząć działania przeciw siłom niemieckim, które znalazły się między wycofującą się Armią Kraków a Lwowem. Następnej nocy dywizja rusza dalej na Oleszyce i Lubaczów. Ruszyła tylko 21 Dywizja, bo 6 Dywizja Piechoty, która miała za nią podążać, na skutek przemęczenia nie była w stanie rozpocząć marszu i ponownie została w tyle.

Na północ od Oleszyc 21 Dywizja natyka się na ubezpieczenia niemieckie, w miejscowości Dachnów. Dowódca dywizji, generał Kustroń, decyduje się na nocne natarcie. Uderzać mają oczywiście pułk KOP i Batalion Obrony Narodowej „Zakopane” wraz z 4 Pułkiem Strzelców Podhalańskich i 202 Pułkiem Piechoty. Natarcie miało odbyć się w nocy, jednak na miejsce dotarł jedynie pułk KOP wraz z ochotnikami, pozostałe pułki pobłądziły. Wobec tego rano pułkownik Wójcik zdecydował się atakować samodzielnie.

Wójcikowi udało się nawet zająć część Dachnowa, jednak kontruderzenie niemieckiej 45 Dywizji Piechoty odrzuciły KOP i żołnierzy z BON ”Zakopane” z powrotem do lasu. 21 Dywizja przechodzi do obrony, a jej pozycje są z kolei atakowane przez Niemców. Z Dachnowa, po przygotowaniu artyleryjskim, na pozycje KOP i ON wychodzi natarcie. Nacierający zostali dopuszczeni na odległość około 200 metrów, po czym zmasakrowani bardzo celnym ogniem. Niemcy przenoszą na pozycję KOP i ochotników ogień trzech baterii artylerii i ponawiają atak dwoma batalionami. I ten atak zostaje odparty celnym ogniem obrońców, przy bardzo dużych stratach niemieckich.

Pozycje polskie są obchodzone przez patrole niemieckie, które są likwidowane przez obrońców. Jeden z takich oddziałów likwiduje osobiście mjr Roth wraz z garstką żołnierzy ze swojego pocztu, chroniąc tym samym sztab dywizji. Niemcy nacierają na pozycję KOP cały dzień. W ciężkich walkach udaje im się wyprzeć obrońców ze skraju lasu. Walkę pod wieczór przerywa ulewny deszcz. Punkty opatrunkowe obu zmagających się dywizji były przepełnione.

Sytuacja sił polskich była znacznie gorsza. Okazało się, że pomiędzy oddziały 21 Dywizji a jednostki 6 Dywizji Piechoty weszły oddziały niemieckie. Dywizja generała Kustronia, a wraz z nią zakopiańscy ochotnicy, znalazła się w okrążeniu. Przez całą noc polskie pozycje były ostrzeliwane przez artylerię niemiecką, a także atakowane przez niemiecką piechotę. BON „Zakopane”, wspierany przez KOP, bronił głównego odcinka obrony, na który naciskali Niemcy.

W nocy i nad ranem polscy żołnierze kontratakują próbując wyprzeć Niemców z lasu. Przewaga ogniowa przeciwnika jest zbyt duża i natarcie załamuje się. Niemcy atakują już nieustannie. 21 Dywizję atakuje niemal cały Korpus. Polskim żołnierzom zaczyna kończyć się amunicja. Poszczególne pododdziały dywizji próbują przebić się z kotła. Podczas jednej z takich prób ginie generał Kustroń.

Co z żołnierzami Batalionu Obrony Narodowej „Zakopane” i Korpusu Ochrony Pogranicza? Zasadnicza część sił KOP z płk Wójcikiem i częścią żołnierzy batalionów ochotniczych (głównie z kompanii „Żywiec”, ale tez część zakopiańczyków) przebija się w nocy na północ i dołącza do sił głównych armii. Pozostali żołnierze, główna część batalionu „Zakopane”, reszta batalionu żywieckiego i reszta żołnierzy KOP z mjr Rothem na czele, siły które walczyły na głównej linii obrony pod Dzikowem, podejmują próbę przebicia się na południe i dalej, na Lwów. Ta próba kończy się niepowodzeniem i oddział zostaje rozproszony. Część żołnierzy dostała się do niewoli, reszta na własną rękę usiłowała znaleźć lukę w niemieckim pierścieniu i ruszyć do Lwowa lub do domu.

Do Lwowa

I tutaj, opisując bohaterski bój pod Oleczycami i Dzikowem, można by zakończyć epopeję żołnierzy ochotników z Batalionu Obrony Narodowej „Zakopane”. Większość sił batalionu była zniszczona i rozproszona, ale to nie znaczy, że wszyscy rzucili broń. Jeszcze kilkudziesięciu górali podhalańskich wraz z góralami żywieckimi trwało przy kolegach z KOP i pułkowniku Wójciku. Z kilkutysięcznej formacji pozostało około 300 żołnierzy.

Przez pierwszą noc przebijali się lasami w stronę głównych sił. Dopiero w nocy z 18 na 19 września dołączyli do 55 Dywizji Piechoty, z którą dnia następnego uczestniczyli w ciężkim boju pod Tomaszowem Lubelskim. Mimo szczupłości sił znów trzymali ważny odcinek nie pozwalając Niemcom rozbić dywizji. Podczas gdy siły główne armii Kraków kapitulują 20 września, grupa pułkownika Wójcika przebija się wraz z resztkami 55 Dywizji. Oddział pułkownika ponosi jednak ciężkie straty.

Następnego dnia oddziałek KOP wraz z 204 pułkiem piechoty dociera do lasów pod Hrebennem. Nie znajdując żadnych innych oddziałów polskich, dowódca 204 pułku decyduje o rozwiązaniu jednostki. Jednak grupa pułkownika Wójcika przebija się dalej. Do Lwowa pozostało około 50 km. Wraz z nielicznymi swoimi żołnierzami pułkownik osiąga Lwów. Zapewne było z nim kilkunastu ochotników z Żywiecczyzny, Podhala i Orawy. Po kapitulacji Lwowa pułkownik Wojciech Wójcik trafia w ręce sowieckie, do obozu w Starobielsku. Uznany za „zatwardziałego, nie rokującego poprawy wroga władzy sowieckiej” zostaje zamordowany przez NKWD w lesie pod Charkowem.

Przywróćmy pamięć o nich


Smutne jest to, jak niewiele wiemy na Podhalu o naszych obrońcach, którzy 76 lat temu stanęli do walki broniąc Ojczyzny. Pod Wysoką jest pomnik walczących i poległych o tę miejscowość, podobnie pod Kasiną. Żywiecczyzna pamięta o swoich obrońcach i o batalionie „Żywiec”, a na Podhalu o swoich synach, którzy na ochotnika poszli bronić kraju, zapomniano.

Przeszli pieszo niemal całą Polskę od Rabki do Lwowa, w dzień walcząc, w nocy maszerując. Pierwszy dzień wytchnienia mieli dopiero po ponad tygodniu walk, kiedy można było przespać się i, co równie ważne, umyć się. Zmagali się z doborowymi jednostkami nieprzyjaciela, w tym pancernymi. Walcząc u boku legendarnych oddziałów, takich jak jak 10 Brygada Kawalerii pułkownika Stanisława Maczka czy 21 Dywizja Piechoty Górskiej, „Podhalańczycy” gen. Józefa Kustronia, wielokrotnie zdobywali uznanie i podziw.

Szczególnie istotne są końcowe walki dywizji gen. Kustronia. Tam, gdzie „podhalańczycy”, mówiąc potocznie, wymiękli, tam walczyli ochotnicy z Batalionu Obrony Narodowej „Zakopane”. Wszyscy, którzy się z nimi zetknęli, podkreślali ich wyszkolenie indywidualne (znakomici strzelcy), opanowanie, zimną krew pod ostrzałem i zdyscyplinowanie. Co do ostatniego, można tylko przypuszczać, na ile był to wpływ ich oficerów, a na ile przykład żołnierzy KOP i podpułkownika Wojciecha Wójcika, pod którym przyszło im służyć. W połowie września, wśród chaosu odwrotu, była to jedna z wyróżniających się jednostek Armii Kraków, cały czas zachowująca spójność i dyscyplinę.

Dziś powoli wraca pamięć o pułkowniku Wojciechu Wójciku. Jego pamięć i tradycje KOP chcą kultywować funkcjonariusze Straży Granicznej z Lubyczy Królewskiej. Informacje o nim pojawiły się także w wydawnictwie Centralnego Archiwum Wojskowego „Żołnierze Września 1939”. Dobrze byłoby, aby także tu, w rejonie którego bronił, także o nim pamiętano.

Podhale także powinno przywrócić pamięć o bohaterach z Batalionu Obrony Narodowej „Zakopane” - stąd pochodzili, tutaj były ich domy, z których wyruszali bronić Polski. Pamiętajmy o majorze Edwardzie Rothcie, kapitanie Kozłowskim (imię nie przetrwało w dokumentach) podporuczniku Andrzeju Drozdowskim i wszystkich żołnierzach Batalionu Obrony Narodowej „Zakopane”.

BIBLIOGRAFIA
Władysław Steblik: „Armia Kraków”. Wydawnictwo MON, Warszawa 1989
Kazimierz Pindel: “Obrona Narodowa 1937-1939”, Wydawnictwo MON, Warszawa 1979

(em)
 
 
 
Generał Józef Kustroń, dowódca 21 Dywizji Piechoty Górskiej. Fot. portal ilubaczów.pl
Zdjęcie Batalionu Obrony Narodowej "Żywiec". Nie zachowały się powszechnie dostepne zdjęcia BON "Zakopane"
Niemiecki czołg zniszczony przez polskich obrońców pod Wysoką