FELIETON

Top Trendy - Komunia 2017

 
 
 
 
 
Maciej Serweta
 
Top Trendy - Komunia 2017
 
Fot. Maciej Jonek
 
Maj to bardzo piękny miesiąc. Mówi się, że to miesiąc zakochanych i maturzystów. To także czas pierwszych komunii.
 
 W małej miejscowości pod kościół parafialny podjeżdża biała limuzyna. Wesele czy co? Nie, to przyjechała rodzinka z dziewczynką. Na komunię. Miejsce ekstrawaganckiej limuzyny zajął równie widowiskowy kabriolet, z którego wysypało się kolejne dzieciątko ubrane na biało i lekkim krokiem pobiegło uśmiechnięte do kościoła. Potem bryczka (tak, taka w dwa koniki zaprzężona i przystrojona w biel niewinną). Dalej było biednie. Dwuletni passat, albo jakiś japończyk. Obowiązkowo z klimą i alufelgami wypolerowanymi na błysk, jak żołnierskie buty (czy pokrowce typu futrzak imitujący skórę tygrysa, koniecznie czerwony, znajdował się na siedzeniach nie sprawdzałem. Ale chromowana końcówka na rurę wydechową to obowiązkowy tunning optyczny każdej komunijnej limuzyny).

Komentarze pod kościołem wyglądały mniej więcej tak: Kwiaty to Kowalscy sprowadzali z drugiej części kraju. Na wianek. A do przystrojenia torebki są takie same jak w wianku. Całe szczęście, że jeszcze nie zwiędły, bo ludzie by ich na języki wzięli i w mieście byłby wstyd, że hej. Biedne dziewczynki szorują białymi sukieneczkami bruk przed Kościołem i wchodzą wejściem głównym do Domu Boga. Błyskają flashe, kamery cyfrowe rejestrują każdy krok. Wreszcie wchodzą młodzi gniewni Macho. Niektórzy w garniturkach szytych u dobrych krawców. Czegoś jeszcze brakuje. Paparazzi są. Brama jest. No tak! Brakuje czerwonego dywanu i tandetnych, rzekomo pozłacanych słupków z aksamitno – czerwonymi linami, jako ogrodzenie. Istny festiwal jak w Cannes.

Wnętrze świątyni. Rozpoczęła się liturgia. Dzieci są rozkojarzone, rozentuzjazmowane, zaabsorbowane. Wszystkim, tylko nie tym, co się dzieje przy ołtarzu. Kazanie. Można usiąść. Dzieci nie słuchają księdza. W końcu ksiądz przerywa i przesadza jedną z dziewczynek do innej ławki. Bo mu przeszkadzała (ja zrobiłbym pewnie to samo. Nikt nie lubi jak mu się przeszkadza. Bo jak tu trzymać nerwy na wodzy, jak jeszcze wokoło fotografowie skaczą po całym kościele, jako te małpy w zoo?). Liturgia trwa. Na zewnątrz świątyni sztab logistyczny. Komórki dzwonią, samochody grzeją silniki. Gdzieś tam z boku przy zakrystii czai się grupka ludzi. Nerwowo drepczą w miejscu i żywo gestykulują.

Koniec mszy. Z kościoła wysypuje się biały drobiazg. No i pudło, ksiądz wyszedł głównym wejściem. Grupa ludzi dopada go niczym reporterzy jakiegoś kontrowersyjnego polityka. Jak ksiądz śmiał naszemu dziecku zrobić taki afront? Czy ksiądz zdaje sobie sprawę, co ksiądz narobił? Teraz mamy wszyscy przechlapane. My u sąsiadów a nasza córka w szkole. Taki wstyd! Taki wstyd! Kierowca kabrioleta nawet nie zadał sobie trudu żeby odjechać i okupuje bramę do kościoła. Ze stoickim spokojem czyści chromowane listwy na błotnikach. Kierowcy innych limuzyn trąbią i mrugają światłami. Ten jednak ma ich w głębokim poważaniu i czeka na swojego VIPa w garniturku. Pojechali. Teraz biała limuzyna. A potem cała reszta ciżby w samochodach tańszych niż 150.000 PLN. Prosto na imprezę.

Na imprezie, minimum trzydziestoosobowej, nierzadko w jakiejś restauracji schabowego nie uświadczysz. Schaboszczaka to w poniedziałek, na obiad z kartofelkami. Dziś obowiązują dania wykwintne, wyszukane. Niemal z kuchni całego świata. Ciasta i torty nasuwają skojarzenia z amerykańskim weselem. Prezenty? Laptop, aparat cyfrowy i rower to już przeżytek. Ostatni hit to wycieczka zagraniczna, albo kolonie w Hiszpanii, żeby umęczone próbami i egzaminami z katechizmu dziecię odpoczęło jak należy. Albo dron. Książek już się nie daje, dziecka nie wolno stresować, bo jeszcze się nauczy czytać i to dopiero będzie ambaras. Odtwarzacz mp3 może być pod warunkiem, że jesteś biednym krewnym.

Tak sobie siedzę przy filiżance kawy i rozmyślam nad istotą – nie ukrywam, lekko przerysowanego obrazu uroczystości komunijnej (Aczkolwiek jest to autentyczna relacja mojego znajomego. Cała sytuacja została zaobserwowana w jednym z dolnośląskich miast, gdzie jeszcze do niedawna powstawały autobusy i ciężarówki marki Jelcz). Znam również przypadki – i to całkiem nowe, gdzie rodzice dziecka wyraźnie zakomunikowali wszystkim gościom komunijnej uroczystości o tym, że dziecko ma założone specjalne konto bankowe, na które lepiej wpłacić pewną sumę pieniędzy, zamiast kupować drogie prezenty, które i tak prędzej czy później wylądują w śmietniku. A tak, kiedy dziecko dorośnie – będzie mogło sobie te pieniądze przeznaczyć na racjonalnie zaplanowany zakup lub edukację. W moim przekonaniu jest to strzał w przysłowiową dziesiątkę.

Ze swojego święta pozostały mi piękne wspomnienia rodzinnego spotkania i duchowego przeżycia. Oraz bezcenne pamiątki, takie jak różaniec – otrzymany na komunię towarzyszył mi w mojej tułaczce po Polsce z dala od domu rodzinnego. Podobnie książeczka do nabożeństwa. Dziś z praktykowaniem modlitwy na różańcu, czy posiłkowaniem się modlitewnikiem bywa różnie. Niemniej to właśnie te przedmioty przypominają mi o tamtych wydarzeniach, jakże ważnych dla duchowego rozwoju młodego człowieka. Nie laptop, czy dron. I nie o to chodzi, że w czasach mojej młodości takie gadżety były niedostępne. Był zegarek elektroniczny z siedmioma melodyjkami. Jak on wyglądał – już nie pamiętam. Zepsuł się i wylądował w śmietniku. Podniosłość chwili, wspólne rodzinne świętowanie i szczególna uroczystość spotkania z Panem Jezusem w Komunii Świętej – z pewnością tam się nie znajdzie.
 
Maciej Serweta