FELIETON

Krótki słowniczek obyczajowo-krajoznawczy gwary podhalańskiej

 
 
 
 
 
Krzysztof Trebunia-Tutka
 
 Krótki słowniczek obyczajowo-krajoznawczy gwary podhalańskiej
 
Fot. Anita Trebunia-Tutka
 
Zanim wybierzemy się na Podhale w celach: turystycznych, poznawczych, rozrywkowych, gastronomicznych, matrymonialnych, biznesowych, innych (niepotrzebne skreślić) zapoznajmy się z niektórymi słowami czy określeniami, których nieznajomość może doprowadzić do przykrych nieporozumień między "panami", "gośćmi" czy "ceprami" (niepotrzebne skreślić) a miejscową ludnością.
 
Pytom piykniy na obore! - co to znaczy? Zupełnie nie to, o czym Państwo myślą.

Opowiadał mi jeden fijokier, że pany sie dziwujom, ze siedzi w P)olanak  ze swojom babom i dziywkom. Tym którzy myślą, że mieszkanie w Polanach oznacza koczowanie w szałasie w dzikiej okolicy, a dwie wymienione niewiasty łączy z owym góralem jakaś gorsząca relacja, należy się krótkie wyjaśnienie. Baba to najczęściej prawowita żona, dziywka - po prostu córka. Co do Polan, wyjaśnienie wymaga rozwinięcia.

Na Podhalu, szczególnie w Zakopanem i Kościelisku, zagrody osadników powstawały na polanach, często przez nich wykarczowanych. Stąd do dziś wieś Kościelisko górale nazywają Polanami. Na poszczególnych stokach rozłożyły się między innymi Karpielówka, Budzówka, Kierpcówka, Nędzówka, Wojdyłówka, Rysulowka, Pitoniówka i nazwany po wałasku Chotarz.

Góralskie obejścia nie przypominają już prawie dawnych gazdówek, ale stare nazwy czy określenia zostały i nadal są używane. Nawet w Zakopanem wiele osiedli i ulic wzięło swoje nazwy od polan: Krupówka, Sobickowa, Spyrkówka, Harenda, Skibówka, Krzeptówka. Gdzieniegdzie widać jeszcze stare zagrody, a obok nich wysokie jesiony, chroniące nie tylko od pioruna, ale i podobno od węży.

Biedniejszy dom miał wszystko pod jednym dachem: wchodząc przez wysoki próg do sieni, można było zostać zaproszonym do cornej albo do biołej izby. W cornej toczyło się całe życie rodzinne, skupione wokół bielonego wapnem pieca; była kuchnią, sypialnią, warsztatem, a nawet schronieniem dla młodego statku (zwierząt), bioła izba – używana tylko od wielkiego święta - była magazynem cennych przedmiotów: zdobionych naczyń, obrazów na szkle, pościeli, ubrań świątecznych i pamiątek rodzinnych. Za izbą dobudowywano jedną lub więcej kómor – spiżarni.

Zagroda zamożniejszych gazdów miała dobudowaną część gospodarczą, osłaniającą podwórko przed zacinającym deszczem i wiatrem halnym, czasem także oborę (po góralsku - sope), wozownię (boisko), piwnice, chlewik, bramę i wysoki płot, zamykający całość podwórka wyłożonego płaskimi kamieniami (obory) w tzw. okół, co czyniło z niej budowlę prawie obronną.

Dziś nikomu nie mieści się w głowie, że można żyć i pracować w dwóch izbach. Nowocześni górale zamieszkują już nie proste chałpy, a góralskie „czwórki” i „wielopiętrowce”. A w nich obowiązkowo musi znaleźć się ogromny salon, kuchnia z jadalnią, łazienka (często o wymiarach pokoju kąpielowego), sypialnia, pokoje dziecięce, garderoba, spiżarnia, pokój komputerowy, no i oczywiście mnóstwo pokoików na co najmniej autobusik gości! Za to bmw i mercedes gazdy wciąż stojom na oborze, a w boisku mały quadzik…

Goście ze zdziwieniem patrzą na właściciela uroczego,  wiejskiego pensjonatu, który na pytanie:  - Gdzie można zaparkować samochód? - odpowiada: - Na oborze. Gość nie rozumie: -  Na oborze? No dobrze...A gdzie trzymacie krowę, konia? - Nei, gdzie? W sopie - spokojnie odpowiada gazda.

Pojęć: sopa, obora i boisko nie należy mylić pod żadnym pozorem! Istnieje bowiem ryzyko, że pierwsze ferie w pensjonacie, gdzie autokar z gośćmi próbował zaparkować obok niczego nie spodziewającej się krowy, mogą okazać się ostatnimi…

(em)