FELIETON

Poświąteczne rozmyślania Serwety

 
 
 
 
 
Maciej Serweta
 
Poświąteczne rozmyślania Serwety
 
fot. Maciej Jonek
 
Najpierw trzeba było sobie zadać trud znalezienia właściwej. A to nie zawsze było takie proste. Potem trzeba było poświęcić kilka dobrych minut na zapełnienie jej stosowną treścią. Jedni robili to długopisem, inni piórem. Potem tylko znaczek pocztowy i do czerwonej skrzynki. Oczywiście wszystko ze stosownym wyprzedzeniem tak, by doszła na czas do adresata.
 
 Świąteczna kartka pocztowa. Pamiętam ze swoich dziecięcych czasów domowe półki pełne świątecznych kartek. Wszystkie kolorowe – na swój sposób stanowiące małe dzieło sztuki. Z każdej z nich płynęły szczere i serdeczne życzenia dla całej rodziny. Prawdopodobnie pierwszą świąteczną kartkę wysłał nastolatek, 16-letni londyński malarz William Maw Egley. Napisał on bożonarodzeniowe życzenia i przesłał je na małym kartoniku z kolorowym rysunkiem na jednej stronie do daleko mieszkającego przyjaciela.

Kilka lat temu GetResponse przeprowadził badania, z których wynika, że aż 36% Polaków życzenia do rodziny i przyjaciół wysyła za pomocą wiadomości tekstowej SMS. E-maile wybrało 27% badanych. Do tradycyjnej formy wysyłania kartek świątecznych przyznało się 23,5% ankietowanych. Jeśli jednak dołożymy do tego fakt, że jeszcze 14% z nich składa życzenia za pośrednictwem portali społecznościowych, to dochodzimy do prostej konkluzji: aż 77% Polaków wysyła życzenia świąteczne drogą elektroniczną.

Wraz z upowszechnieniem się wynalazku telefonu komórkowego kartka świąteczna zaczęła znikać z domowych półek. Czy to Boże Narodzenie, czy Wielkanoc - wszyscy przesyłali sobie życzenia SMS-ami. Ten nowy zwyczaj w pewnym momencie stał się żenujący, bo treść życzeń przesyłanych tą drogą nie zawsze korespondowała z powagą święta. Jakby tego było mało – „na pomoc” SMS-owi przyszedł Internet ze swoim kolejnym wynalazkiem, a mianowicie internetową kartką. Na skrzynki e-mail zaczęły masowo schodzić jednakowe szablony laurek z wygenerowanymi przez portal internetowy życzeniami.

Dramat nadszedł wraz z nastaniem wszelakich portali społecznościowych, komunikatorów i messengerów. Znów przestrzeń zaczęły zalewać różnorakie okolicznościowe animacje z bałwankami, mikołajami, pisankami, zajączkami i innymi postaciami, mającymi przypominać nam o nadchodzących świętach. Na domowej półce pozostało już tylko kilka kartek świątecznych od tych najbardziej wytrwałych. Ktoś może mi zarzucić, że się czepiam, że nie nadążam za nowoczesnością, no bo przecież dziś prawie nikt nie ma czasu na szukanie kartek, pisanie życzeń i stanie w kolejkach na poczcie po jakiś tam znaczek pocztowy. Tak jest prościej: Powiesić na Facebooku kolorowe pisanki z lakonicznym „Wesołych Świąt” i sprawa załatwiona. Boleję nad tym, że ten piękny gest, zapoczątkowany przez młodego Egleya odchodzi w zapomnienie. Jest w tym geście jakiś wyraz szacunku dla adresata. Ponadto kartka świąteczna stanowi swoisty fizyczny, namacalny dowód pamięci o naszych przyjaciołach, czy też bliskich, którzy mieszkają na drugim końcu świata. Czy zatem wirtualny animowany obrazek lub zbiór odpowiednio ułożonych 140 znaków zastąpi te emocje, jakie odczuwamy przy wyjęciu świątecznej kartki ze skrzynki?
A w ogóle... Ktoś jeszcze pamięta, że niedawno obchodziliśmy Święta Zmartwychwstania Pańskiego?
 
Maciej Serweta