FELIETON

O przyjemnym traceniu czasu

 
 
 
 
 
Anna Plaszczyk
 
O przyjemnym traceniu czasu
 
Fot. Anna Plaszczyk
 
Zatrzymać się w biegu, posiedzieć cały dzień na tarasie z przyjaciółmi, nie odpisując na maile i smsy – każdy z nas marzy o takim dniu. Jednak kiedy taki dzień przychodzi, zawsze mam wrażenie, że powinnam coś robić, że tracę cenny czas. Bo wypoczywać trzeba się nauczyć.
 
– Dom twój jest tam, gdzie komputer automatycznie loguje się do WiFi – powiedział mi przyjaciel, z którym nie widziałam się kilka miesięcy, otwierając swojego laptopa.  – Mój automatycznie loguje się na Dworcu Centralnym i na lotnisku w Monachium… – zorientowałam się i natychmiast zamknęłam komputer. Bo przecież dom mój jest tam, gdzie mogę spędzać czas z przyjaciółmi. Niestety, coraz częściej o tym zapominam w nieustannym biegu.

Po wpisaniu w Google „uzależnienie od…” wyszukiwarka na pierwszym miejscu nie podpowiada już rekordu „alkoholu” czy „narkotyków”, ale właśnie „od komputera”. Znak czasów? Uzależnienie od komputera, internetu czy gier komputerowych znajduje się na międzynarodowej liście chorób OCD-10. Jest to, najprościej mówiąc, nieustanne korzystanie z komputera lub internetu, które odbija się na naszej psychice, ale także na kondycji fizycznej, ekonomicznej i społecznej.

Pierwszym niepokojącym objawem powinno być to, że stając przed wyborem: komputer czy spotkanie ze znajomymi – wybieramy komputer. Wiem, że dla wielu z nas to komputer jest dziś podstawowym narzędziem pracy. Mój jest trochę jak zwierzątko tamagotchi. Muszę pamiętać, żeby go nakarmić, umyć, dbać o plan zadań. Na szczęście nie muszę go szczepić…

Jedno jest pewne – kot Emir, kiedy zabieram laptopa do łóżka i jeszcze po północy staram się pracować, stara się dbać o moje zdrowie psychiczne i kondycję fizyczną, kładąc się na klawiaturze. Po prostu Emir odcina mi możliwość korzystania z komputera. Inna sprawa, że potrafi takim działaniem narobić masę szkód, włączając różne tajemnicze funkcje i uruchamiając skróty klawiaturowe, o istnieniu których nie miałam pojęcia. Jeśli jest to tylko włączenie funkcji voice over’a – pół biedy. Ale kot zna także sposób, żeby biurko mojego laptopa zmieniło się w negatyw! Największym wyzwaniem jest wtedy doprowadzenie komputera do stanu używalności.

Stąd moje postanowienie, by poświęcić czas na nicnierobienie. Nicnierobienie wspólnie ze znajomymi okazuje się najlepiej zainwestowanym czasem w miesiącu. W ten sposób budujemy przecież nasze relacje społeczne. A leniwe rozmowy na tarasie, przy grillu, ognisku czy wspólnym obiedzie są znacznie bardziej wartościowe niż najbardziej ekspercki tekst w najlepiej zrobionym portalu internetowym.

Dobrze też od czasu do czasu wyjąć ze schowka zestaw do gry w badmintona, piłkę do siatkówki czy gry planszowe sprzed lat. Poruszyć ciało, pooddychać świeżym powietrzem, przewietrzyć mózg z trucizny politycznych newsów i zmartwień dnia codziennego.

Ja długi weekend spędziłam ze znajomymi. Grałam w badmintona i w memory. Jeździłam rowerem. Nazbierałam dzikiej mięty. Zrobiłam wiele litrów koktajlu truskawkowego z kefirem wodnym i wielki kociołek pieczonek ziemniaczanych. Przegadałam wiele godzin z przyjaciółmi. A Wy jak „zmarnowaliście” ostatnio swój czas? 

7 czerwca 2015

(em)