FELIETON

Minister środowiska ma pomysł, czyli zapoluj sobie na łosia

 
 
 
 
 
Anna Plaszczyk
 
Minister środowiska ma pomysł, czyli zapoluj sobie na łosia
 
 
Od Redakcji: Tym razem temat nie jest lekki ani prześmiewczy, czyli felietonowy. Minister środowiska (już bez "ochrony") polujący na zwierzęta, które powinny być prawem chronione, to groźny, urzędniczy absurd. Bogu dzięki, że istnieją "zwariowani ekolodzy", a ich głos staje się coraz bardziej słyszalny (i słuchany).
 
Ministerstwo Środowiska, z którego nazwy w ostatnim czasie zaginęła “Ochrona”, postanowiło wznowić w Polsce polowania na łosie. Być może udałoby się urzędnikom przeprowadzić krwawy zamach na te piękne zwierzęta, gdyby nasze społeczeństwo z wieku dzięciecego nie wyrosło i nie potrafiło protestować… Przy tej okazji i ja zostałam “łosicielem”!

W niecałe dwa tygodnie w społeczny protest przeciwko wznowieniu polowań na łosie zaangażowało się kilkadziesiąt tysięcy Polaków. Cztery petycje w tej sprawie, kierowane do Ministerstwa Środowiska, Prezydenta, Premiera i posłów, podpisało już ponad 30 000 osób. Profil “Nie zabijajcie nam łosi” na portalu Facebook polubiło 12 000 Polaków, wydarzenie “Łapy precz od łosi” ma już ponad 13 000 zaangażowanych “fanów”. Skąd taka siła, skoro prawdopodobnie większość z “łosicieli” nigdy króla bagien nie miała szansy zobaczyć w naturze?

Kilkadziesiąt tysięcy Polaków szybko rozłożyło uzasadnienie do rozporządzenia na czynniki pierwsze, a samego wiceministra, odpowiedzialnego za projekt, położyło na łopatki. Wiceminister Janusz Ostapiuk, odpowiedzialny w ministerstwie za politykę “śmieciową”, w kwietniu przejął również obowiązki zdymisjonowanego Głównego Konserwatora Przyrody. Nie byłoby w tym nic oburzającego, gdyby nie fakt, że Janusz Ostapiuk jest… myśliwym. Wilk w owczej skórze ma teraz, w naszym imieniu, bronić dzikiej przyrody!

19 czerwca 2013 roku, pod zdjęciem z polowania w Rosji (martwy dzik imponujących rozmiarów, wciągany do samochodu przez czterech  myśliwych), umieszczonym na portalu Facebook przez profil “Z kniei”, Janusz Ostapiuk napisał: Kilkanaście lat temu polowałem na Białorusi w rejonie Mohylewa na łosie i wilki. W jednym z pędzeń wyjechał pociąg dzików i gdzieś z nimi zapałętał się całkiem wyrośnięty łoszak. Na końcu wystartował odyniec o wysokości/wzroście niewiele odbiegającym od niego. Było za daleko na strzał, poszedł na czysto. Wpis szybko zniknął ze strony. Pozstał po nim jednak print screan, który robi teraz karierę w postaci internetowego mema.

Dziś, zaskakująco, jedną z pierwszych decyzji wiceministra-myśliwego w roli pełnącego obowiązki Konserwatora Przyrody, jest wznowienie polowań na łosie. Sprawa bulwersuje tym bardziej, że myśliwi już raz doprowadzili do niemal całkowitego wybicia łosi w Polsce. W latach 80’ XX wieku, po odbudownie populacji po II wojnie światowej, wznowiono polowania na te zwierzęta.

Przez kolejnych 20 lat myśliwym udało się doprowadzić do katastrofy – polskie łosie niemal wybito. W roku 2001 zapadła decyzja o zakazie polowań. Dziś Ministerstwo szacuje populację na ponad 13 tysięcy łosi i twierdzi, że to zbyt wiele. Tymczasem niestrudzeni “łosiciele” odnaleźli na stronie Ministerstwa Środowiska informację z roku 2012, w której ówczesny minister szacuje populację na 16 tysięcy łosi i podkreśla konieczność dalszej jej ochrony. Zatem – łosi mamy mniej, ale już nie musimy ich chronić, bo nastały czasy wiceministra-myśliwego?

Tu winna jestem kilka słów wyjaśnienia w kwestii liczebności populacji. Na zlecenie Ministerstwa Środowiska nasi najlepsi naukowcy od łosi opracowali “Strategię ochrony i gospodarowania populacją łosia w Polsce”. Podkreślają w niej trudności prawidłowego oszacowania liczby zwierząt. Łosie liczone są przez koła łowieckie (a więc osoby, które mają interes w tym, by łosi naliczyć jak najwięcej) w małych okręgach.

Łoś tymczasem jest zwierzęciem migrującym i jeden osobnik może być liczony nawet w kilku okręgach jednocześnie. Z myśliwskich rachunków wynika natomiast, że polski łoś rozmnaża się w sposób nadprzyrodzony. Zgodnie z tymi danymi w niektórych rejonach przyrosty roczne populacji są wyższe niż zdolności rozrodcze gatunku!

Ministerstwo Środowiska jest jednak głuche na argumenty, za które zapłaciło (z publicznych środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej) niemal 700 tysięcy zł. Również pozostałe zalecenia “Strategii”, niewygodne dla projektowanego rozporządzenia, urzędnicy pominęli.

Jednym z nich jest stanowcze stwierdzenie specjalistów, że odstrzał łosi nie zmniejszy liczby wypadków z ich udziałem. Zresztą dane, podawane w uzasadnieniu do projektu są, delikatnie mówiąc, tajemnicze. Ministerstwo podaje bowiem liczbę wypadków z udziałem łosi w dwóch województwach (warmińsko-mazurskim – 72 i lubelskim – 98 na przestrzeni trzech lat), nie powołując się na żadne źródła.

Wypadek, przypomnę, to zdarzenie drogowe, w którym ktoś zginął lub odniósł poważne obrażenia. Pozostałe zdarzenia drogowe to kolizje, z których uczestnicy ruchu wyszli bez szwanku. Z policyjnych danych wynika, że w ubiegłym roku zdarzeń drogowych z udziałem zwierząt (policja nie prowadzi statystyk ze względu na gatunek zwierząt – są to więc zdarzenia z udziałem psów, kotów, dzików, saren, kur, krów, koni etc) było w Polsce 179, czyli 0,5% wszystkich. Jeśli przeanalizujemy je łącznie z danymi Ministerstwa Środowiska – należałoby sądzić, że wszystkie zdarzenia drogowe z udziałem zwierząt to wina łosi!

A naukowcy stanowczo i merytorycznie podpowiadają, że nad Biebrzą liczbę zdarzeń z udziałem łosi ograniczono o połowę, odkrzaczając pobocza! Gdyby zimą zrezygnować z sypania dróg solą (którą łosie, jak wszystkie kopytne, uwielbiają) – straszne łosie przestałyby w ogóle dybać na ludzi w ich stalowych maszynach…

Jest jeszcze argument finansowy. Łosie nieustannie wchodzą w szkodę - grzmi Ministerstwo. Zjadają uprawy leśne i rolne. Rocznie kosztują nas, Polaków, aż 1,4 mln zł. Kwota trudna do wyobrażenia dla przeciętnego Polaka, tym bardziej że pochodząca ze wspólnej “składki” na funkcjonowanie kraju.

Tymczasem tylko nad Biebrzą łosie “zarabiają” między 24 a 32 milionów złotych rocznie. Na taką kwotę szacuje się bowiem wpływy generowane przez turystów, chcących zobaczyć łosie w ich naturalnym środowisku. Zatem – podatek od wpływów z turystki tylko nad Biebrzą może spokojnie pokryć koszty łosiowych dewastacji upraw w całym kraju!

Protestujący przeciwko strzelaniu do łosi szybko i skutecznie skonfrontowali ministerialną fikcję z naukowymi faktami. Po stronie łosi stanęły Komitet Ekologii Polskiej Akademii Nauk i Państwowa Rada Ochrony Przyrody, które negatywnie zaopiniowały projekt rozporządzenia. Swoje negatywne opinie na jego temat, w czasie konsultacji społecznych, złożyły również organizacje pozarządowe – Koalicja Niech Żyją czy Fundacja Ius Animalia.

Dla mnie największym skandalem jest to, że wiceminister-myśliwy, który już raz “posmakował” strzelania do łosi i tego nie ukrywa, chce realizować kosztem naszego wspólnego dobra narodowego – łosia, partykularne interesy 160 tysięcy polskich myśliwych. Boję się, że przyjdzie mu zaraz do głowy zezwolić na odstrzał wilków (w końcu i na nie polował) czy niedźwiedzi, które przecież też wychodzą na drogi.

Państwo, realizujące żądze niewielkiej i jednocześnie krwawej grupki nacisku, to nie moja Polska. Na szczęście nasze społeczenstwo dorasta. Coraz częściej korzystamy z dostępu do informacji publicznej, coraz częściej bierzemy udział w konsultowaniu projektów ustaw i rozporządzeń. Coraz częściej bierzemy spólne sprawy we własne ręce. Wreszcie – mamy coraz większą świadomość wartości naszych pojedynczych głosów wyborczych. I nie głosujemy na tych, którzy chcą “przy korycie” załatwić coś dla siebie i “swoich”.

Akcja obrony łosi daje nadzieję, że dzięki zaangażowaniu Polaków myśliwi już nigdy nie podniosą ręki nie tylko na łosie, ale także na wilki, niedźwiedzie czy bobry. I będą coraz częściej bronić jak niepodległości naszego największego dobra narodowego – dzikiej przyrody.

Ministerstwo Środowiska wciąż nie wycofało się z projektu polować na łosie. Możecie pomóc łosiom, podpisując jedną z czterech petycji:

PETYCJA Łapy precz od łosi!

PETYCJA Nie zabijajcie nam łosi

PETYCJA polsko/angielska

PETYCJA WWF

(em)