FELIETON

Maszerujmy póki czas, bo potem może być różnie

 
 
 
 
 
Mariusz Koperski
 
Maszerujmy póki czas, bo potem może być różnie
 
Fot. Maciej Koperski
 
Maszeruje. Najgorszy sort Polaków. Starzy, młodzi, duzi, mali. Cóż za różnorodny gatunek. Pierwszy, drugi, kolejny szereg. Tysiące szeregów. Ewidentnie sami najgorsi. Mają to w genach. Dużo ich. Z całej Polski. Patrzę i odbieram telefony. Dzwoni równie zły sort. Żałują, że ich tam nie ma. Ja też.
 
Nic się nie stało, mówią niektórzy. Były wybory i naród wybrał. Żeby zmienić Polskę. Zmienić w co?
Po 26 latach demokracji naród zapragnął silnej władzy. Demokracja zaczęła się wielu kojarzyć z bałaganem. Więc trzeba kogoś, kto złapie to wszystko „za mordę” i wyprowadzi na prostą. Na prostą dokąd?

Marzy się jakiś władca absolutny. Najlepiej oświecony. Zamordyzm oświecony. Albo jakiś dyktator. Oczywiście w wersji soft. Tylko oni zawsze na początku są w wersji soft. Jest potrzebny, żeby żelazną ręką rządził, ale krzywdy za bardzo nie zrobił. No, w każdym razie swoim nie. Najlepiej, żeby to był taki nowy Piłsudski. Naczelnik. Wódz. Polska lubi wodzów.

Histeria, mówią niektórzy. A może rzeczywiście przesadzamy? Może. Tylko sęk w tym, że to się zwykle okazuje, gdy jest już za późno. Więc może lepiej dmuchać na zimne. Krzyczeć już teraz. I maszerować.

Bo prawda jest taka, że nikt od 1989 roku nie miał takiej władzy jak obecnie rządzący. Prezydent, parlament, premier. Więc jeśli ktoś porywa się na Trybunał Konstytucyjny, ostatni hamulec bezpieczeństwa w państwie prawa, słusznie chyba niektórym włącza się czerwona lampka ostrzegająca przed niebezpieczeństwem.

To zresztą nie chodzi tylko o same „przejęcie” Trybunału. Bardziej przeraża świadome działanie, które doprowadziło do jego paraliżu. Żeby móc w końcu mówić o jego kompromitacji i konieczności zmian ustawy regulującej jego działania. A to już znany trik. W historii wielu demokracji zniknęła w ten sposób niejedna „skompromitowana” instytucja. Albo przestała mieć znaczenie.

Najważniejsze pytanie brzmi jednak: po co? Po co partii, która ma pełnię władzy jeszcze Trybunał? Po co im sądy? Czy na pewno czują cienką granicę między sprawiedliwością a zemstą? Mówią, że czują. Mówią wiele rzeczy.

I po co im jeszcze media? Nie, nie jestem naiwny. Wiem po co. Żeby pełnia władzy, była rzeczywiście pełnią. Tylko nie rozumiem, że ktoś o czystych intencjach nie rozumie, że pełnia władzy jest niebezpieczna jako taka. Dla nich samych też. A na pewno dla Polski.

(em)