FELIETON

Kto Ty jesteś? Polak (mały, prawdziwy itp.)

 
 
 
 
 
Mariusz Koperski
 
Kto Ty jesteś? Polak (mały, prawdziwy itp.)
 
Fot. arch. autora
 
“Trzeba łączyć nie dzielić”. Słyszymy to na okrągło. W kampaniach wyborczych i w deklaracjach zwycięzców. Prezydent wszystkich Polaków, burmistrz wszystkich mieszkańców. Tylko, czy to coś więcej niż słowa? Bo powiedzmy sobie szczerze, kto wystąpi i powie inaczej, nawet, jeśli tak myśli? Kto powie głośno, że teraz my, wygraliśmy, teraz państwo, miasto, będzie nasze, takie, jak my chcemy?
 
A przecież będzie. Podział łupów i odgrywanie się na pokonanych przeciwnikach stało się naturalną częścią cyklu demokratycznych zmian. A przecież doskonale wiemy, że Polska podzielona jest wyrwą głębszą niż Rów Mariański, kopaną przez długie lata. I kopiemy dalej. I uderzmy się w piersi - kopiemy wszyscy.

Jednak wielu z nas zastanawia się, czy nie da się tego uniknąć. Czy ten kraj jest za mały, by pomieścić nas wszystkich z tym wszystkim, co nas różni, choćby nie wiem jak wielkie byłyby to różnice? Czy zasada, że każdy ma prawo tu żyć jak chce, według własnych przekonań, nie jest uniwersalna i oczywista? Kogo ona obraża? Czy wszyscy muszą wierzyć w to samo i tak samo? Czy musimy tworzyć jedynie słuszny model Polaka? Zwłaszcza, że po wyborach prezydenckich jasno widać, że nie pasuje do niego prawie równo połowa narodu? To co z nią zrobić? Ma wyemigrować do czasu, kiedy znowu zmienią się rządy, czy dostosować się do zasad drugiej połowy wbrew własnym przekonaniom?

Zresztą, nie rozumiem wielu kryteriów tych podziałów. Kto poza mną samym ma prawo ocenić, czy czuję się Polakiem, czy kocham mój kraj albo moje miasto? Nie rozumiem, kto ma prawo twierdzić, że nie jestem patriotą, bo akurat nie spełniam jego wyobrażeń o patriotyzmie? I nie wiem, po co wsadzać w jedne buty 36 milionów obywateli Polski. Przecież to groźna utopia, która nawet głoszona pod szlachetnymi sztandarami doprowadzi nas w końcu do jakiejś katastrofy.

A może jednak tym razem będzie inaczej? Może nowy prezydent wzniesie się na wyżyny i wbrew temu, co można sądzić po burzliwej kampanii, rzeczywiście będzie głową państwa dla wszystkich Polaków? Także dla tych „gorszych” katolików z PO, liberałów i lewaków, ateistów, gejów, lesbijek, feministek, tych, którzy twierdzą, że nie było zamachu w Smoleńsku; rodziców, którzy wybierają dla swoich dzieci etykę zamiast religii w szkole, a nawet dla tych, którzy starają się o dziecko z in vitro?  Bo skoro wszystkich,  to wszystkich. Słowo się rzekło...

(em)