FELIETON

Koniec przemocy albo o malowaniu skrzyni

 
 
 
 
 
Mariusz Koperski
 
Koniec przemocy albo o malowaniu skrzyni
 
Fot. arch. autora
 
Staram się być optymistą i wierzyć, że - co by się nie stało - wszystko obróci się w końcu na dobre. Na przykład wygląda na to, że efektem obecnych zmian na scenie politycznej będzie rychłe rozwiązanie problemu przemocy w rodzinie. Wreszcie!
 
Skąd to przypuszczenie? Ponieważ krytyka ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie pochodziła głównie z kręgów konserwatywnych, w szczególności od członków Prawa i Sprawiedliwości, a to pozwala sądzić, że jeśli PiS wygra wybory, ustawa zostanie zmieniona i będzie w końcu świetna! Nietrudno też zgadnąć, w jakim kierunku pójdą zmiany, wystarczy zapoznać się z zarzutami stawianymi ustawie zawartymi w skargach do Trybunału Konstytucyjnego. Ustawę zaskarżył PiS, no i oczywiście wyjątkowa w skali kraju, również zdominowana przez PiS, Rada Miasta Zakopane. Zresztą zarzuty się pokrywają.

I tak na konferencji prasowej w Sejmie posłanka Prawa i Sprawiedliwości Małgorzata Sadurska powiedziała: „Dbając o prymat, ochronę polskiej rodziny składamy do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o stwierdzenie nieważności ustawy o zwalczaniu przemocy w rodzinie. Uważamy, że ustawa stygmatyzuje polskie rodziny mówiąc, że przemoc odbywa się w rodzinach. Nie chroni polskich rodzin”.

Natomiast w analizie Instytutu Ordo Iuris, który wspólnie z PiS przygotowywał wniosek do Trybunału, możemy przeczytać: „Ustawodawca powinien zatem posłużyć się pojęciem przemocy domowej i odpowiednio pojęciem domownik, nie zaś tworzyć sztuczne skojarzenie między pojęciem przemocy oraz rodziną, która jest chronionym dobrem konstytucyjnym”.

Oniemiałem. Czy należy więc rozumieć, że przemocy w rodzinie nie ma, jest tylko w innych związkach, w których dopuszczają się jej „domownicy”, albo też, że nie powinno się o niej mówić w kontekście rodziny, bo ta jest chroniona przez konstytucję i jako taka nietykalna? A przecież - co chyba oczywiste - ustawa wcale nie miała chronić rodziny, tylko ofiary przemocy.

Problem polega także na tym, że Konstytucja RP, na którą powołują się krytycy ustawy, w ogóle nie definiuje pojęcia rodziny. Stwierdza tylko w art. 18: "Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej". Na pewno z tego zdania nie wynika jednoznacznie, że rodzina to tylko małżeństwo z dziećmi. Można wyobrazić sobie całe mnóstwo różnych modeli związków, które nie są małżeństwem, a na pewno także tworzą rodzinę i z pewnością w każdym z nich zjawisko przemocy może wystąpić.

Potwierdza to konstytucjonalista prof. Piotr Winczorek: "Odmiennie niż w przypadku małżeństwa nie znajdujemy w konstytucji prawnej definicji rodziny. Również polski kodeks rodzinny i opiekuńczy takiej definicji nie podaje. Zgodnie zaś z postanowieniem konstytucji rodziną jest także taka wspólnota, która w szczególności nie obejmuje matki lub ojca, a niekiedy pozbawiona jest obojga rodziców (rodzina niepełna).

Powodem takiego stanu rzeczy może być śmierć tych osób czy rozwód. Konstytucja nie daje podstaw do wykluczenia z kręgu rodzin także takich wspólnot, w których związek kobiety i mężczyzny nie został prawnie zalegalizowany, zwłaszcza gdy pojawiły się w nim dzieci. Wprawdzie kodeks rodzinny i opiekuńczy w rozdziale poświęconym prawom i obowiązkom małżonków (art. 23 i 27) wspomina, że małżonkowie są zobowiązani do działania na rzecz dobra i do zaspokajania potrzeb rodziny, "którą przez swój związek założyli", ale istnienie takiego związku nie jest tu wskazane jako warunek konieczny jej istnienia".

Niestety, spór o ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (a w przypadku Zakopanego o uchwałę, która zapisy ustawy pozwalałaby realizować na poziomie gminy) przeniósł się już dawno ze sfery praktycznych działań, zgodnych z intencją ustawodawcy na teren, na którym PiS czuje się najlepiej, czyli ideologicznych bojów o pojęcia, słowa i definicje. „Przemoc w rodzinie” znalazła się tym samym w jednym worku z „gender” i „In vitro”, została zmitologizowana, zdemonizowana i opisana jako kolejny zamach na tradycyjny model rodziny. Że tak jest, dowodzi taki fakt, że choć lista zastrzeżeń wobec ustawy jest bardzo długa, wyżej wymienione zarzuty wysuwane są ciągle na plan pierwszy, tak że szybko stały się swoistą kwintesencją całej krytyki. Przy tej okazji przypomniała mi się pewna historia.

Kiedyś w ramach OHP (Ochotniczych Hufców Pracy) pracowałem w Stoczni Szczecińskiej. Nazywała się wtedy jeszcze imieniem polskiego komunisty Adolfa Warskiego i współpracowała blisko z „bratnim” Związkiem Radzieckim. Jednym z produktów stoczni były w tamtych czasach tzw. neftegazy, nieduże statki służące do obsługi radzieckich platform wiertniczych. Pewnego dnia wybuchła w stoczni mała afera, bo okazało się, że Rosjanie nie chcą odebrać kolejnego, gotowego egzemplarza statku.

- O co chodzi? – spytałem znajomego stoczniowca. – Coś nie działa?
- Eeee tam, nie działa. Ruskie się czepiają, bo w punkcie przeciwpożarowym w skrzyni nie ma piasku. Skrzynka jest czerwona, to znaczy, jak mówią, że ma być w niej piasek.
- To w czym problem? – pytam. - Nie można nasypać piasku?
- Chłopie, a gdzie my teraz w stoczni piasek znajdziemy? Zresztą, już po sprawie. Przemalowaliśmy skrzynkę na zielono i odebrali.

I rzeczywiście, jeszcze tego samego dnia statek odpłynął na wschód. Coś tak czuję, że tak samo stanie się z przemocą w rodzinie w naszym kraju. Przemianuje się kilka pojęć, „przemaluje kilka skrzynek”, może nawet z tą najważniejszą, czyli z konstytucją, i problem sam się rozwiąże. I będzie pięknie.

(em)