FELIETON

Idą wybory, idzie zima, idzie...

 
 
 
 
 
Mariusz Koperski
 
Idą wybory, idzie zima, idzie...
 
Fot. arch. autora
 
W mojej ulubionej historyjce rysunkowej Marka Raczkowskiego, która przed 10 laty ukazała się w “Przekroju”, żona budzi męża słowami: “Wstawaj. Jest czwarta.” Sfrustrowany mąż chcąc nie chcąc wstaje, ubiera się i wychodzi z domu. Na ulicy atakują go ze wszystkich stron afisze, banery i plakaty z jednym hasłem: “Czwarta Rzeczypospolita”. Boki zrywać!
 
Historia kołem się toczy, lubi - jak głosi stara prawda - się powtarzać, pozostaje nam tylko zastanawiać się, czy w poniedziałek za tydzień dane nam będzie pospać godzinę dłużej niż w pamiętnym roku wyborczym 2005, czy znowu będzie to „czwarta”. A może jednak, jakimś cudem, przyjdzie zerwać się już o „trzeciej”?

Mamy póki co demokrację, wolność słowa też jeszcze jest, więc zanim coś się zmieni, postanowiłem, niczym chwilę przed końcem świata, zaszaleć i powiedzieć, co myślę. Przyłączam się tym samym do głosu tych, którzy mówią na kogo głosować, a na kogo nie. No cóż, mogą biskupi, może ksiądz proboszcz, mogę i ja, prosty wierny.

Powiem wprost, najbardziej boję się tych, którzy nie mają poczucia humoru. Uważam, że są największym zagrożeniem dla naszego państwa. Przez nich wszystko robi się strasznie poważne, najmniejszy drobiazg staje się kwestią racji stanu, a zbrodnią wielką nabijanie się z nas samych. A przecież jesteśmy narodem w gruncie rzeczy zabawnym, życie w Polsce pełne jest sprzeczności i paradoksów, słowem - to gotowy materiał na żarty i wygłupy. Zresztą dowcipy lubimy, trochę bardziej o innych niż o nas samych, ale i jakiś samokrytyczny też się czasem trafi.

Jednak, jak mawiają fani serialu „Gra o tron”: „Winter is coming”, a z zimą trudne czasy. Ciężko się będzie bowiem śmiać w kraju, który „leży w ruinie”, bo jeśli wygrają „smutasy” taka będzie chyba oficjalna doktryna. I wtedy to już raczej będzie wypadało oblec wszystko w czerń i ogłosić jakąś żałobę, przynajmniej dopóty, dopóki naszej biednej ojczyzny nie odbudujemy.

Niestety, temu brakowi poczucia humoru towarzyszy wyjątkowe nadęcie, a także nadęte poczucie wyjątkowości i ogólny brak dystansu do siebie samych. Obawiam się więc, że nadchodzi czas obrażania się na wszystkich, którzy nie dostrzegają naszej wielkości i wyjątkowości, choć z drugiej strony jak mają zauważyć, skoro po 25 latach odbudowywania, tu nadal „ruiny”, „bieda” i wszystko jest nie tak. Mam tyko nadzieję, że z tej obrazy jakiejś wojny nie będzie, bo nie daj Boże ktoś z sasiadów z nas zażartuje…

Ja w każdym razie w nadchodzącym tygodniu mam zamiar oddać się dekadenckiemu poczuciu humoru, śmiać się z kogo popadnie, z naszego państwa, z narodu, a najbardziej z siebie. Póki jeszcze wolno…

(em)