FELIETON

Etyka jako narzędzie promocji, czyli rozmowa profesora z żurnalistą

 
 
 
 
 
Ewa Matuszewska
 
Etyka jako narzędzie promocji, czyli rozmowa profesora z żurnalistą
 
 
Niedzielne przedpołudnie, nareszcie nie pada, a nawet coraz śmielej zza kłębiastych chmur wyglada słońce. Biorę kubek świeżo parzonej kawy i Magazyn Świąteczny (nowy dodatek do sobotnio-niedzielnej Gazety Wyborczej dla czytelników czytających jeszcze duże, ambitne teksty). Pierwszy numer ukazał się w ubiegły weekend, był bardzo ciekawy (miedzy innymi wywiad z Reinholdem Messnerem!).
 
Z tym większą przyjemnością zasiadam na wietrznicy (nieoszklonej werandzie) i zaczynam lekturę od kolejnego wywiadu górskiego – rozmowy Jacka Hugo-Badera z profesorem Jackiem Hołówką.

Ale nazwisko wywiadowcy wzbudza czujność – o Jacku Hugo-Baderze sporo dowiedziałam się przy okazji promocji jego książki o zimowym Broad Peaku, choć samej książki jeszcze nie czytałam z powodow znanych Ewie, żonie Maćka Berbeki i Jackowi, jego bratu. Z kolei tytuł wywiadu ("Gladiatorzy i harcerze") i nadtytuł ("Ile wart jest himalaizm?") zapowiada "odkrywcze" spojrzenie na himalaistów. Może jednak profesor filozofii Jacek Hołówka, specjalista od etyki, rzetelnie i obiektywnie, a przede wszystkim etycznie oceni ludzi, którym góry najwyższe wypełniają życie?

Nie wiem, czy pan profesor chodził po górach, czy ma jakiekolwiek pojęcie, jakich doznań doświadcza człowiek wędrując choćby tylko granią tatrzańską? Hugo-Bader uczestniczył w wyprawie, której celem było odnalezienie ciał Maćka Berbeki i Tomka Kowalskiego na zboczach Broad Peaku, zorganizowanej z inicjatywy Jacka Berbeki.

To nie był odpowiedni czas na zachłyśnięcie się majestatycznym pięknem gór najwyższych i podjęcie próby zrozumienia tych, którzy ryzykują własne życie i w pewnym sensie niszczą życie swoich najbliższych, byle tylko zdobyć szczyt. Kto jednak ma prawo ich oceniać, zarzucać bezpardonową pogoń za pieniędzmi, używać inwektyw w określaniu ich postaw moralnych (a raczej niemoralnych według profesora i dziennikarza)?

Przez czternaście lat, od Mount Everestu do Kangczendzongi, przyjaźniłam się z Wandą Rutkiewicz. Nie wiem, czy zostałaby zaliczona przez obu panów do gladiatorów, czy do harcerzy. Ale pamietam, że kiedy wróciła do kraju po wyprawie na K2 w roku 1986, powiedziała coś, co skutecznie powstrzymało mnie i powstrzymuje od oceniania zachowań ludzi w sytuacjach ekstremalnych, nie tylko w górach.

Wanda zdobyła wówczas K2 jako pierwsza kobieta na świecie, ale dla innych los okazał się okrutny. Wśród kilkunastu ofiar K2 tego lata byli również polscy himalaiści – Dobrosława Miodowicz-Wolf, Tadeusz Piotrowski i Wojciech Wróż. Zginęli również partnerzy Wandy – francuscy wspinacze Liliane i Maurice Barrard.

Rozmiar tragedii na K2, zachowania tych, którzy przeżyli, zarzuty że nie udzielili pomocy słabszym od siebie – wiele godzin rozmawiałyśmy o tym wszystkim. To wówczas Wanda podsumowała naszą burzliwą dyskusję stwierdzeniem, że nikt nie ma prawa oceniać wydarzeń na K2 siedząc w miękkim fotelu i popijając gorącą herbatę. Powiedziała to, choć tam była, schodziła sama ze szczytu, nie oczekując od nikogo pomocy i nie mając pretensji, że nikt jej nie udzielił. Ona miała prawo do oceny, ale sama sobie je odebrała.

"Gladiatorzy i harcerze" to tekst znakomicie wpisujący się w relacje między rodakami, kształtowane przede wszystkim przez polityków. Mowa nienawiści pod przykrywką troski o morale himalaistów, o budżet państwa, które nie powinno finansować zabawy psychicznie chorych facetów, egoistów goniących wyłącznie za rozgłosem i szmalem.

Himalaiści aniołami z pewnością nie są, choć tak blisko nieba przebywają, ale diagnoza postawiona przez profesora, makiawelicznie podpuszczanego przez dziennikarza, budzi mój głęboki sprzeciw, wręcz obrzydzenie. Jak zareaguje na ten wywiad środowisko alpinistów? Może najlepiej byłoby pominąć go całkowitym milczeniem, by nie dawać satysfakcji autorowi, któremu zapewne chodziło o publicity wokól swego dzieła? Wszak wszystko jedno jak, byleby pisali i mówili...

NA TEMAT

(em)