FELIETON

Dwadzieścia lat ludzkiej mowy

 
 
 
 
 
Maciej Serweta
 
Dwadzieścia lat ludzkiej mowy
 
Fot. Maciej Jonek
 
Najpierw było "pokolenie ’68". Potem "dzieci – kwiaty". Jeszcze później kolejna liczba - "pokolenie ’89". A dalej to już "X Generation" na chwile przechodząca metamorfozę w pokolenie JPII, by wreszcie dorosnąć i przeobrazić się w "społeczeństwo kurwamaci".
 
 Douglas Coupland – kanadyjski socjolog, gdzieś około 1999 roku minionego wieku ogłosił urbi et orbi, że pokolenie 20- 30 latków to pokolenie bez konkretnych wizji, zainteresowań, autorytetów, które cechuje nastawienie na konsumpcję, hołdujące zasadzie minimum wysiłku - maksimum korzyści. Paweł Wujec, na łamach Gazety Wyborczej troszkę ratuje honor tego pokolenia, nazywając je Dzieci Przełomu. Wujec bardzo ładnie tłumaczy ową X Generation uwarunkowaniami socjologicznymi, politycznymi, gospodarczymi i jeden Bóg raczy wiedzieć czym jeszcze. Tłumaczy ją tylko po to, by w momencie rozgorzałej dyskusji w szeroko pojętym półświatku inteligenckim wykpić się z postawionych przez siebie tez dyskusyjnych (jak o sztuce publicystyki zwykł był mawiać Stefan Kisielewski), głupawym i lakonicznym stwierdzeniem, że on to tak tylko, dla zwykłej draki...

Dwadzieścia lat temu, kiedy byłem jeszcze bezczelnym pyskatym gówniarzem, na łamach jednego z młodzieżowych miesięczników postawiłem tezę dyskusyjną: Wiek XXI będzie wiekiem człowieka. To znaczy, że będziemy bardziej otwarci na drugą osobę i będziemy stawiali na dialog z nią. Nie przy pomocy Internetu, czy telefonu, a ot tak w cztery oczy. Po to, by móc lepiej się poznać nawzajem, rozmawiać o swoich problemach i wspólnie znajdować rozwiązania. Czepiłem się tych kilku zdań, bo po dziś dzień przeboleć nie mogę swojej głupoty i często się nad nią zastanawiam. Czy to w łóżku, tramwaju, czy też w miejscu pracy. Bo z owej tezy dyskusyjnej nie zostało dokumentnie nic. Mało kto dziś prowadzi prawdziwy dialog, mało kto dziś rozmawia o swoich obawach, lękach, czy też problemach. Dotyczy to również radości, sukcesów i czego tam jeszcze pozytywnego Czytelnicy sobie zażyczą. Co prawda wiek XXI jeszcze się nie skończył i nie czas na resume, niemniej galopujący postęp teleinformatyczny, oraz równie szybko galopujące stada ludzi otumanionych nawałem, nierzadko sprzecznych danych, daje wystarczające powody do tego, by usiąść w fotelu, schować twarz w dłoniach i zapytać: Dokąd to wszystko zmierza?

I wreszcie zasiadam w fotelu, w któryś z kolei dzień zaduszny. Sięgam po Politykę. Trafiam na rozmowę z prof. Bohdanem Wasilewskim, który to z łam tygodnika mówi mi że żyję w społeczeństwie kurwamaci. Żyjemy w społeczeństwie, któro cechuje bardzo zaawansowana erozja języka. To jedna ze składowych badań nad kondycją społeczeństwa. Według profesora Wasilewskiego erozja języka to oddalanie się od kultury dialogu i wprowadzania doń elementów agresywnych, a więc kurwamaci wszelakich.

Jest odpowiedź na pytanie o cel tej drogi. Pokolenie 20 – 30 latków zmierza prostą drogą do transformacji w społeczeństwo kurwamaci. A właściwie już w nie weszło. Wystarczy prześledzić nasze rozmowy. Te codzienne. Nieraz, przed rozpoczęciem pracy zasiadałem w bufecie, dobudzając się filiżanką kawy, w towarzystwie swoich współpracowników. Czasami wyłączałem się z rozmów i obserwowałem swoich towarzyszy porannej niedoli. Niby rozmawiamy, prowadzimy dialog. Dialog o niczym i o wszystkim. Ot takie sobie paplanie. Całe szczęście, że rzadko kiedy padają kurwamacie, ale nieraz samemu zdarza mi się rzucić jakiś agresywny element. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że my – jako społeczeństwo nie rozmawiamy ze sobą. My po prostu wygłaszamy swoje kwestie, które akurat wypada nam wydusić z gardeł. Ludzie mówią do siebie, ale nikt nikogo nie słucha. Co gorsza wszyscy zaczynają mówić w jednym momencie, a to już przestaje być do zniesienia. Nawet dla usenetu, który z dnia na dzień staje się wielkim śmietnikiem ludzkiego bełkotu.

Jestem z siebie zadowolony. Wiem już do czego zmierza moje pokolenie. Pokolenie bez konkretnych wizji, zainteresowań, autorytetów, któro cechuje nastawienie na konsumpcję, hołdujące zasadzie minimum wysiłku - maksimum korzyści, i zmierza ku społeczeństwu kurwamaci. A dokąd zmierza owo społeczeństwo?

Coupland milczy, Wujec psim swędem się wymigał od odpowiedzialności za swe tezy dyskusyjne. Nam pozostaje schować twarz w dłoniach i poczekać... kolejne dwadzieścia lat. Byle tylko ludzkiej mowy nie zapomnieć.
 
Maciej Serweta