FELIETON

Więcej miłości, cierpliwości i wyrozumiałości każdego dnia

 
 
 
 
 
Ewa Matuszewska
 
Więcej miłości, cierpliwości i wyrozumiałości każdego dnia
 
Fot. Teresa Radzimińska
 
Nie zawsze Ją lubię, ale zawsze kocham. Nie mam cierpliwości, by kolejny raz wysłuchiwać opowieści o naszej “porąbanej” (to Jej określenie!) rodzinie. Denerwuje mnie stukot Jej laski, kiedy ja próbuję skupić się na pisaniu. Złoszczą mnie narzekania, że w TVP nic nie nadaje się do oglądania, a jednak ogląda i denerwuje się ‘”seansami nienawiści” (to też Jej określenie) w wykonaniu PIS-u.
 
Całodobowa opieka nad Nią może nie wyczerpuje mnie fizycznie, ale monotonia tych samych czynności, wykonywanych od rana do wieczora, sprawia że czuję się jak zombi. Ona to wie i mówi często, że jest dla mnie ciężarem. Co oczywiście też mnie złości.

Ale gdy widzę Ją siedzącą na werandzie, kruchą i coraz mniejszą, okrytą ciepłym szalem, z tęsknotą wpatrującą się w Giewont i delikatnie głaszczącą swoją lekko świrniętą kotkę Pusię, dziękuję Bogu za każdy dzień razem. Patrzy na Tatry i wspomina mojego Ojca, a mnie boli serce, bo widzę łzy w Jej oczach, choć nie ma Go z nami już czternaście lat. Od dawna nie chodzi nawet po dolinkach reglowych, ale ma w pamięci każdą tatrzańską wycieczkę, każdy szlak, który z Nim przemierzyła.

Staram się Ją oszczędzać, nie musi wiedzieć o stanie mojego zdrowia, o problemach zawodowych czy osobistych – chcę, by te lata, które nam jeszcze pozostały, upłynęły Jej w spokoju. Codziennie sobie obiecuję, że będę lepszą córką, będę miała więcej cierpliwości i zrozumienia dla Jej słabości. Nie zawsze te obietnice udaje się mi spełnić, ale wówczas sięgam do "Listu Matki do Córki", znalezionego jakiś czas temu na Facebooku: 

Moja droga Córeczko, gdy zauważysz, że się starzeję, proszę – bądź dla mnie cierpliwa, a przede wszystkim – spróbuj zrozumieć, przez co przechodzę. Jeśli powtarzam tysiące razy jedną rzecz, nie przerywaj mi, żeby powiedzieć ""Mówiłaś to przed minutą"". Proszę, po prostu posłuchaj. Spróbuj sobie przypomnieć chwile, kiedy byłaś mała, a ja czytałam Ci tę samą historię noc w noc zanim zasnęłaś.

Kiedy nie chcę wziąć kąpieli, nie bądź zła i nie zawstydzaj mnie. Pamiętasz, jak za Tobą chodziłam, gdy byłaś jeszcze dzieckiem, próbując namówić Cię, mimo wymówek, na prysznic? Kiedy widzisz, jak nie radzę sobie z nowymi technologiami, daj mi czas, żebym się ich nauczyła i nie patrz na mnie w ten sposób…

Pamiętaj, Kochanie, jak cierpliwie uczyłam Cię, jak robić wiele rzeczy… Jak zachować się przy jedzeniu, ubrać się, uczesać włosy i radzić sobie z różnymi codziennymi sprawami. Gdy zauważysz, że się starzeję, proszę, bądź cierpliwa, ale przede wszystkim – spróbuj zrozumieć, przez co przechodzę. Jeśli czasem zdarzy mi się zgubić wątek naszej rozmowy, daj mi chwilę, żebym sobie przypomniała. A jeśli nie będę mogła, nie denerwuj się i nie bądź arogancka.

Wiedz, że najważniejsze dla mnie to po prostu być z Tobą. A gdy moje stare, zmęczone nogi nie pozwalają mi iść tak szybko jak dawniej, podaj mi swoją rękę, tak ja kiedyś dawałam Ci moją, gdy zaczynałaś chodzić. Gdy nadejdą te dni – nie bądź smutna. Po prostu bądź ze mną. Próbuj mnie zrozumieć, gdy będę zbliżać się do schyłku mojego życia z miłością. Będę Ci ogromnie wdzięczna za poświęcony czas i radość, którą dzieliłyśmy. Z uśmiechem i ogromnym uczuciem, jakim zawsze Cię darzyłam, chcę po prostu powiedzieć: kocham Cię …moja droga Córeczko.


Czytam kolejny raz te mądre, wzruszające słowa. Uspokajam się wówczas, uśmiecham się do Niej, przytulam mocno i mówię: Nie martw się Mamo, masz córkę jędzę (czasami), ale jesteś dla mnie najważniejsza na świecie i najbardziej kochana! I tak jest każdego dnia – nie tylko w Dniu Twojego Święta.

PS. Synowie też powinni sobie wziąć do serca przesłanie tego tekstu!

PS.2  Dziś, w Dzień Matki, na FB znalazłam post, który wyjaśnia autorstwo "Listu Matki do Córki": ZOBACZ


(em)