FELIETON

Wybór ostateczny między edukacją a eutanazją

 
 
 
 
 
Krzysztof Trebunia-Tutka
 
Wybór ostateczny między edukacją a eutanazją
 
Fot. Anita Trebunia-Tutka
 
Kolejne koncertowe podróże utwierdziły mnie w przekonaniu, że nic tak nam dobrze nie wyszło jak spapranie polskiego krajobrazu. Z jednej strony - nasze pełne uroku pagórki, równiny, pola, łąki, sady, sosny, wierzby... Z drugiej – chaos, zdegenerowana zabudowa wsi i miasteczek, kolorki, reklamy, “pasteloza”, przybudówki, nadbudówki, a przedmieścia jeszcze gorsze, też zapaskudzone krzyczącymi reklamami.
 
Wstyd przyznać, ale tam gdzie przez wieki urbanistyka i lokacja pochodziły od niemieckojęzycznych najeźdźców lub zaborców, tam do dzisiaj widać myśl, porządek i ład przestrzenny...

Wyrwa edukacyjna, sięgająca już prawie dwóch pokoleń, daje się we znaki również na tym polu. Przecież kształcenie estetyczne zaczyna się od pierwszych miesięcy życia, a najbliższe otoczenie kształtuje gusta najskuteczniej. Nie przypadkiem najwięksi malarze, architekci, muzycy i filozofowie dorastali w pięknym otoczeniu historycznych miast. Kogo zainspirują i co powstanie z zauroczenia blokowiskami, zabazgranymi prymitywnymi, pseudosportowymi wyznaniami, różowymi neonami z propozycją nie do odrzucenia, pulsującą, wszechobecną ofertą wszystkiego i dla wszystkich? Najwyżej popłuczyny po „Wojnie polsko-ruskiej”, trzeba przyznać że klasyce gatunku.

Samorządy prześcigają się dziś w szukaniu oszczędności na kulturze i edukacji. Człowiek powinien jeść, pić - musi. Powinien też mieć ciepłą wodę w kranie, plazmę na ścianie i auto przed domem. Zamiast kultury wystarczy mu rozrywka (niektórym wmówiono, że to zjawiska tożsame), więc śpią spokojnie po obejrzeniu kolejnego serialu i kabaretonu, a edukacja to przecież nic innego jak tylko obowiązek szkolny.

No to się naoszczędzaliśmy, pierwsze efekty już widać i słychać. Na miejscu zlikwidowanych domów kultury, warsztatów pracy twórczej, ognisk muzycznych, szkół i bibliotek, zredukowanych etatów dla muzyków, plastyków, pojawił się i zadomowił Znudzony Komputerowiec. Marnej i nikczemnej postury, z hamburgerem w rozedrganej dłoni, umiejący pisać (na klawiaturze) i czytać (tylko nagłówki), literacki analfabeta, którego odpręża jednostajny łomot, a muzyka klasyczna doprowadza do furii.

Jeśli uwierzymy, że ludzie nie pragną niczego innego ponad jarmarki, targowiska, galerie handlowe, multipleksy, disco polo, buły z parówą i solaria, śmiało możemy obwieścić koniec cywilizacji. Opowiadanie bajek o popycie i podaży, o tym, że kultura powinna wyżywić się sama, prowokuje do stwierdzeń w rodzaju „to niech policja utrzyma się z tego, co zabierze złodziejom, a wojsko - z tego, co zagrabi na wojnie”!

Jeśli na razie nie można zrobić nic więcej, walczmy przynajmniej o swoje pociechy - zabierajmy je do teatru, na dobre filmy, wystawy, słuchajmy razem z nimi wartościowej i różnorodnej muzyki, podsuwajmy dobre książki. Angażujmy się w oddolne ruchy społeczne, poszerzające horyzonty dosłownie i w przenośni. Jeśli teraz się nie ockniemy i nie przestaniemy biernie zgadzać się na taki obrót spraw, za kilka lat kultura zejdzie do podziemia, a artyści umrą z głodu. I nikt po nich nie zapłacze.

(em)