FELIETON

Jak odpchlić Pana Jeżyka bez obopólnego stresu?

 
 
 
 
 
Anna Plaszczyk
 
Jak odpchlić Pana Jeżyka bez obopólnego stresu?
 
 
Polowania na zwierzęta zawsze potępiałam. Tym trudniej było mi “zapolować” ostatnio osobiście. Bo choć polowanie było bezkrwawe i wykonałam je w celu odpchlenia “dzikiego lokatora” – jeża, to najadałam się stresu co niemiara.
 
Najbardziej stresowało mnie to, że Pan Jeż mógłby się spod naszego balkonu… wyprowadzić. Teraz tym bardziej nie wyobrażam sobie, jak można obserwować długo jakieś zwierzę,  a potem do niego strzelić.

Cztery  lata temu pod balkonem zamieszkał Pan Jeż. Pod balkonem jest sporo miejsca i tylko jedna dziura, którą Jeżyk może się wślizgnąć do swojego mieszkania. Pewnie nawet byśmy nie wiedzieli, że tam mieszka, gdyby nie koty „tropiące”. Amelia raz nawet wróciła z tropienia z pokłutym nosem, Emir natomiast bardzo chce się z Panem Jeżem przyjaźnić i łazi po nocach za nim po trawniku miaucząc w niebogłosy. Zawsze jednak pokojowo! Zaskakujące jest to, że Jeżyk nie boi się mojego 10-kilogramowego kota!

Niestety, w związku z posiadaniem tego dzikiego lokatora,  mamy również standardowy w takiej sytuacji problem z… pchłami. Nie chcę już nawet liczyć,  ile razy umyłam cały dom przez te pchły, które koty przynoszą z trawnika. Zakrapiam je regularnie specjalnymi substancjami, ale nie wszystkie są skuteczne. Najprościej byłoby zasłonić wejście pod balkon, ale to byłoby nie w porządku wobec chronionego zwierzęcia, jakim jest jeż. Dlatego postanowiłam powalczyć z pchłami u źródła i… odpchlić Jeżyka!

Pani weterynarz dała mi środek odpchlająco-odrobaczający bezpieczny dla jeży. Pozostało tylko Jeżyka złapać. Ostatnio dwa razy zamarł na nasz widok i raz nawet dał się obejrzeć ze wszystkich stron, więc myślałam, że to będzie bajecznie prosta sprawa z tą aplikacją kropel. Późnym wieczorem wrzuciłam trochę kocich chrupek do dziury pod balkonem (tak, tak, konsultowałam karmę z pogotowiem jeżowym i jest ok, pod warunkiem, że Jeżyk ma stały dostęp do wody. Woda stoi obok „drzwi” do jeżykowego królestwa!), a większą ilość wysypałam metr od dziury. Pierwszej nocy Jeżyk mnie ograł, bo wyjadł karmę późno w nocy. Dlatego następnego dnia postanowiłam czekać do skutku.

Pan Jeż pojawił się pół godziny po pierwszej w nocy. Tak głośno jadł, że pomyślałam, że bezdomne czarne kocisko się zakradło niepostrzeżenie i wyjada jedzenie z jeżykowej pułapki (oczywiście bezdomny Czarny również jest poddawany zabiegowi kropienia przeciwpchelnego, z czego nigdy nie jest zadowolony). Wyglądam z balkonu – czarna dziura. Zapaliłam zatem czołówkę i zobaczyłam tylko jeżykową dupkę umykającą do dziury. Przysiadłam więc na krześle z przygotowaną grubą ścierką (coby sobie i Jeżykowi krzywdy nie zrobić) i środkiem na pchły, w oczekiwaniu na ponowne pojawienie się delikwenta.

Po minucie znowu słyszę Jeżyka jedzącego chrupki. Skradam się, żeby go złapać. Oczywiście ponownie zobaczyłam tylko jeżykową dupkę umykającą pod balkon. Zmieniłam lampkę w czołówce na czerwoną, żeby jeżyka nie straszyć światłem,  po czym usiadłam metr od jedzenia. Wstrzymałam oddech, żeby mnie nie usłyszał i czekałam na niego z czerwonym światełkiem na głowie. Na szczęście Jeżyk był głodny i wyszedł szybko – inaczej pewnie bym się udusiła przez to wstrzymywanie oddechu. Oczywiście jak tylko się ruszyłam – Jeżyk w nogi. Muszę przyznać – ogarnięty z niego gościu. Ma naprawdę dobry słuch i jest mega ostrożnym zwierzątkiem.

Podeszłam na 30 cm do „pułapki” i przestałam się ruszać. Kiedy wyszedł znowu do żarcia, dałam krok, by odciąć mu drogę ucieczki i łaps go w ręcznik kuchenny! Oczywiście próbował uciec i powiem Wam, że ma sporo siły ten Pan Jeżyk. Na szczęście z drobną pomocą udało się zaaplikować na jeżową skórę krople przeciwpchelne. Puściłam go natychmiast, żeby się biedak nie musiał zbyt długo stresować i… znowu zobaczyłam tylko dupkę w dziurze pod balkonem.

W ramach przeprosin zbombardowałam dziurę groszkami kociej karmy i wróciłam na balkon. Po chwili – słyszę chrupanie! Chyba się nie obraził na wieki mój dziki lokator. Szybko zaczęłam w euforii pisać ten tekst. Po chwili patrzę – nie ma kota Emira. Wychodzę na trawnik go szukać, a kot już jest dwie klatki dalej i... idzie krok w krok za Jeżykiem! Szybki ten Jeżyk niemożliwie. Kota zabrałam do domu. Dość jeżykowych stresów na dziś!

Następnego dnia Pan Jeż również wyszedł na żer późną nocą. Kot Emir, jak zwykle, wszczął jeżykowy alarm na jego widok. Ja bym go nawet nie zauważyła, tak cichy i szybki jest… Oczywiście jeśli nie je!

(em)