FELIETON

Gdy widzę słodycze, powracają wspomnienia

 
 
 
 
 
Krzysztof Trebunia-Tutka
 
Gdy widzę słodycze, powracają wspomnienia
 
Fot. arch. autora
 
Ach, gdzie te czasy, kiedy głód i pragnienie były normalnymi odczuciami, związanymi z codziennym życiem na Podhalu, a przytycie -zjawiskiem pożądanym, szczególnie u bab...
 
Mięso, wszelaki tłuszcz i słodycze - dzisiejsi wrogowie populacji, kiedyś były nie tylko drogie, ale i trudne do zdobycia. Skutkowało to wiecznym ich pragnieniem, ale i tym, że ludzie byli zdrowsi i szczuplejsi. Chleb zastępował suchy moskolicek, czasem trochę sera, a częściej serwatka,  czyli zyntyca. Pożywienie było przeważnie zapłatą za pracę u zamożniejszych gazdów - spyrki tyle co kot napłakał, a baranina od wielkiego święta.

Wielką osobliwością pod Tatrami były słodycze, i to jeszcze do niedawna - czyli do wybuchu „kataklizmu społecznego” pod tytułem "wolność i demokracja". Nawet gdy trafiło się coś w sklepie, to albo złej jakości,  albo bardzo drogie. A w domach zdarzało się, że babcia usmażyła dla wnuków cukier na maśle, a potem dzieliła nożem na kosteczki, albo upiekła na smalcu kruche ciasteczka na święta.

Drożdżowy kołacz z rodzynkami to dopiero był rarytas, choć kratkę z sera miał tylko na wierzchu.  Codziennym przysmakiem były w niebiednych gazdówkach plecionki i rożki maślane. Pączki - rzadkość! Mniam, mniam, najlepsze to te z konfiturą z domowej róży, która rosła przed oknami biołej izby, choć pieczone na łoju...

Za to na wesela, które odbywały się przeważnie w miesopuście, czyli karnawale, szykowano jadło najlepsze: obok polewki, masconej kwaśnicy, było mięso, kiełbasa, bigos. I to, co tygrysy lubią najbardziej - przystrojony czekoladą i konfiturami tort i prawdziwe kołacze. Dziadkowie wspominają, że do chodzenia po odpustach zachęcały nie tyle względy dewocyjne, co stragany z łakociami, a na nich cukierki ślazowe o barwie ciemnego miodu i kolorowe cuda w tekturowych pudełkach.

Cukierki odpustowe były przechowywane i chronione pieczołowicie przez cały rok, bo często były skromnym i jedynym prezentem mikołajowym, albo też służyły jako lekarstwo (sic!) na glisty i inne robactwo, dlatego nazywano je również glizdownikami! Jak zwał tak zwał, wygłodniałym dzieciom i tak ciekła ślinka...

Podobno popularnym i ogólnie dostępnym przysmakiem odpustowym były śliwki węgierki, szczególnie w Ludźmierzu .Ich zalet zdrowotnych nawet nie trzeba się domyślać, idealnie wpisują się w pokutne oczyszczenie duszy i ciała.

To, co kiedyś było sposobem okazania sympatii i luksusowym podarunkiem, dziś może przysłużyć się rodowej zemście. Znam takich, którzy radzą eliminować złe teściowe i inkse dozarte baby w powolny, ale nie pozostawiający śladów sposób. Codziennie dopieszczamy je odwiedzinami i serwujemy masne i słodkie torty – skleroza murowana , mocną kawę - nadciśnienie, perfumowanego papieroska- choroby serca, zawał.

Prawdę powiedziawszy, nie wiem,  co o tym myśleć, bo w naszym domu masne ciostka i kawa na porządku dziennym...

(em)