FELIETON

O siatkówce, piłce nożnej i tęsknocie za śniegiem

 
 
 
 
 
Anna Plaszczyk
 
O siatkówce, piłce nożnej i tęsknocie za śniegiem
 
Fot. Witt Kornaś
 
W połowie września cała Polska na chwilę stała się specami od siatkówki. Po czym natychmiast skrytykowała naszych złotych medalistów za porzucenie drużyny narodowej i ponownie zaczęła kibicować nieudacznikom futbolowym. A pytanie o sens lokowania sportu “narodowego” w piłce nożnej odbija się wciąż echem w katowickim Spodku.
 
Jeśli jest się dzieckiem ze Świętego Miasta, wychowanym na meczach AZS-u Częstochowa, a dodatkowo - pamiętającym ze szkolnych korytarzy na przykład Łukasza Żygadło, w kibicowaniu siatkarzom nie znajduje się niczego nienaturalnego. Wręcz nienaturalne jest kibicowanie piłkarzom (bo niby w której lidze jest obecnie Raków Częstochowa?), którzy nigdy niczego dobrego na boisku nie prezentują. No - może poza fryzurami, które zawsze mają dopracowane do perfekcji.

Mam wręcz wrażenie, że piłkarze na całym świecie przestali spędzać czas na treningach na rzecz fryzjerów, stylistów i tatuażystów. Mam też podejrzenie graniczące z pewnością, że w piłce nożnej chodzi już tylko o wygląd zawodników i o to, jak bardzo wiarygodnie każdy z nich potrafi udawać, że został faulowany. Nudny spektakl bardzo niemęskiego sportu.

Ponadto chciałabym zadać pytanie retoryczne - dlaczego uparcie twierdzimy, że naszym narodowym sportem jest piłka nożna, podczas kiedy dziś udałoby nam się wygrać jedynie z angielską drużyną przedszkolaków? Dlaczego nie zmienimy priorytetów, mając znamienitych medalistów w innych grach zespołowych? Polska siatkówka, zarówno damska, jak i męska, stoi na światowym poziomie. Powinniśmy zatem już dziś zacząć przebudowywać orliki na boiska do piłki siatkowej!

Nieprawda, że do gry w siatkówkę potrzebny jest wzrost. Do wygrywania mistrzostwa świata - na pewno, ale do codziennej gry rekreacyjnej - już niekoniecznie. Moje metr sześćdziesiąt w zupełności wystarczały do tego, żeby przez całe lata świetnie się bawić na boisku. A że nie posyłam piłki z zagrywki z prędkością 130 km/h? Może i nie, ale właśnie z taką prędkością kibicuję polskim siatkarzom.

Tak wiele się mówi o tym, że dzieci w Polsce tyją najszybciej w Europie, że nie chcą uprawiać sportu, że na WF-ie ciągle mają zwolnienia. Nic dziwnego. Rodzice dają im przecież za przykład nieudaczników z wygładzonymi włoskami i tropikalną opalenizną, nieustannie przewracających się na boisku, zamiast złotych medalistów/medalistki w siatkówce. Czas to zmienić, zanim opadnie kurz wygranej i wrócimy do swojego polskiego piekiełka pretensji i wiecznego niezadowolenia.

Tymczasem na Kasprowym spadł pierwszy tej jesieni śnieg. Z prędkością równą prędkości światła zapędziłam się więc do piwnicy w poszukiwaniu mojej najlepszej na świecie deski snowboardowej. Czeka mnie ostrzenie, woskowanie, odrdzewianie wiązań… W ubiegłym roku porzuciłam ją przecież obrażona, że śniegu jak nie było, tak nie ma. Tegoroczna zima musi więc być śnieżna i mroźna, żebym mogła odrobić stracony sezon. Nie zamierzam też w tym roku utyskiwać na przepełnione zakopiańskie stoki. Tęsknota za śniegiem sprawiła, że zaakceptuję wszystko - nawet kolejki do wyciągów.

PS. Przynajmniej w Zakopanem dzieci mogą za darmo uczyć się jeździć na nartach. Nawet jeśli żadne z nich nie będzie następnym Kamilem Stochem, z pewnością będą w lepszej kondycji fizycznej niż ich rówieśnicy z nizin.

(em)