FELIETON

Widok z widokiem na góry coraz rzadszy

 
 
 
 
 
Krzysztof Trebunia-Tutka
 
Widok z widokiem na góry coraz rzadszy
 
Fot. Anita Trebunia-Tutka
 
Jeszcze niedawno bycie turystą oznaczało przede wszystkim zwiedzanie, a także, choć w mniejszym stopniu - korzystanie z wieczornych rozrywek dla najwytrwalszych, mniej lub bardziej kulturalnych. Turystę rozpoznawało się również po stosownym stroju i zachowaniu - powściągliwym i logicznym. Żadnych chaotycznych ruchów i niepotrzebnych słów.
 
Dziś, obserwując tłumy przyjeżdżających do Zakopanego, można nabrać podejrzeń, czy to prawdziwi turyści. Zwiedzają? Owszem, ale nieliczni. Pozostałym wydaje się, że i owszem, według nich - nawet intensywnie. Przecież wystarczy wsiąść do wagoniku i Gubałówka zaliczona; za chwilę busik do Kuźnic, a tam hop! w wagonik na Kasprowy. Potem już tylko powaby powiatowego deptaka na Krupówkach i zmęczonym turystyką krokiem zmierzają na zasłużony odpoczynek przy piwku i grillu.

Odkąd odkryto zalety facebooka, do żelaznego programu zwiedzania doszły zdjęcia z maszkaronem i z lokalnym widokiem, które jeszcze tego samego dnia może obejrzeć kilkuset zazdrosnych znajomych. Z maszkaronami nie ma problemu, są wszędzie i jeśli my ich nie spotkamy, one znajdą nas na pewno.

Gorzej z widokami, w szczególności - z widokami na góry. Zdarzają się tacy, którzy nie dbają o tło i perspektywę – najważniejszy jest przecież człowiek- dlatego to on musi szczelnie wypełnić kadr. Inni wolą uwieczniać własne fizjonomie z małym akcentem regionalnym- często jest to ciupaga w dłoni, a w tle porażająco kolorowy napis lub szyld z ledwo majaczącym zarysem gór.

Wzorem najpiękniejszych regionów Europy, i u nas pojawiają się oznaczenia, informujące o punktach widokowych nie tylko na przyrodniczych trasach turystycznych, ale i w miastach odznaczających się wyjątkowymi walorami architektonicznymi i położeniem. Takie punkty są wyznaczane przez władze lokalne, ale często chronią je i hołubią sami mieszkańcy. Są wizytówką i wabikiem dla turystów, którzy chętnie zatrzymują się tam na kawę, piwko, małe conieco i pstrykają jak najęci.

W naszych okolicach wiele jest punktów, które aż proszą się o takie potraktowanie. To nie tylko punkty, a całe ciągi widokowe: Gubałówka, Antałówka, Głodówka… W samej Stolicy Tatr najczęściej widzimy fotografujących się przy oczku wodnym na Krupówkach, na Równi Krupowej , Lipkach, Placu Niepodległości. ..Tylko jak tu zrobić zdjęcie, gdy na pierwszym planie mamy wszędzie reklamy, stragany, burgery i grillowy „siwy dym”? Gdzie my właściwie jesteśmy?

Analiza wartości krajobrazowych naszego regionu powinna być istotnym elementem przy konstruowaniu planów zagospodarowania przestrzennego. Bo jakież mamy bogactwa, poza krajobrazem? Póki co, lawirujmy dalej między kolosalnymi budowlami, zasłaniającymi ostatnie widoki na Giewont, nieczuli na bałagan przestrzenny i udrękę pozujących piesków i zaparzonej Myszki Miki...

A prawdziwi turyści poszukają miasteczek górskich z widokiem na góry…
 
(em)

OD REDAKCJI: Felietony Krzysztofa Trebuni-Tutki ukazują się w papierowej wersji Tygodnika Podhalańskiego. Dziękujemy za zgodę na ich publikowanie.