FELIETON

Baca, elektronik i zegarmistrz

 
 
 
 
 
Maciej Serweta
 
Baca, elektronik i zegarmistrz
 
Fot. Maciej Jonek
 
Po tak zwanych internetach przetoczyła się niedawno fala szyderstwa z bezpłatnych kursów pasterskich na bacę i juhasa. Kursy te zorganizował Małopolski Ośrodek Dokształcania i Doskonalenia Zawodowego w Myślenicach we współpracy z Zespołem Szkół Centrum Szkół Kształcenia Rolniczego w Nowym Targu.
 
 Tymczasem Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego, który dofinansował kurs donosi... chociaż może to niedobre słowo. Donos kojarzy mi się z Pawłem Trofimowiczem Morozowem (który jak pamiętamy z historii zakapował własnego ojca bolszewikom) i jemu współczesnym odpowiednikom. Zacznijmy jeszcze raz: Tymczasem Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego informuje, że chętnych na bezpłatne kursy zgłosiło się czterokrotnie więcej niż zakładano. Do kursu zgłosili się mieszkańcy Warszawy, Gdańska, Wrocławia i Polacy mieszkających w Wielkiej Brytanii i Rumunii.

Przewaliło się więc szyderstwo po znanym i lubianym portalu społecznościowym. Śmiechu i kpiny było co niemiara. Trudno też stwierdzić, czy osoby, które zapisały się na ten kurs zrobiły to ze szczerej chęci poznania tajników tego wymierającego zawodu, czy może z chęci posiadania egzotycznego certyfikatu, który można sobie powiesić na ścianie za biurkiem. Tak dla draki i szpanu.

Problem z wymierającymi zawodami coraz częściej dotyka i mnie. Mam poważne problemy ze znalezieniem porządnego szewca. Takiego starej daty. Dobrego fachowca. Czarodzieja, który potrafi profesjonalnie naprawić buty. Następny fachowiec, którego trudno już znaleźć to... elektronik! Od dwóch lat nie mogę znaleźć nikogo, kto wymieni spaloną końcówkę mocy w moim wzmacniaczu stereofonicznym. Ja wiem... dziś takie rzeczy się wyrzuca i kupuje nowe. Bo taka jest tendencja i moda. Poza tym mam manię zbieractwa i naprawiania (bądź nie) wszystkiego, co się może jeszcze kiedyś przydać. Cudem jakimś znalazłem zegarmistrza, który oprócz wymiany baterii potrafił zdiagnozować i usunąć przyczynę usterki zegarka. Ale i ten zastrzegł, że nie wie ile jeszcze pociągnie, bo nikt nie chce po nim przejąć praktyki. A poza tym, dodał, teraz to się rzeczy wyrzuca i kupuje nowe a nie naprawia, a jak mi znowu zegarek odmówi posłuszeństwa, to mi da adres kolegi w Krakowie, który ma lepsze narzędzia i na pewno pomoże !

Jeden ze znajomych mechaników samochodowych w luźnej pogawędce wzdycha, że jeszcze trochę i potrzebny będzie tylko informatyk, który poprzez port USB i komputer wykryje i usunie usterki w aucie. Strach pomyśleć ilu jeszcze zostało kowali, dekarzy czy zdunów, którzy potrafią naprawić albo postawić od podstaw kaflowy piec.

Z powyższych wynurzeń wynika, że jestem jednostką, która nie wpisuje się w ogólną tendencję, oraz nowomodne trendy. Wypadam również poza margines grupy docelowej wszelakich sklepów obuwniczych, RTV AGD i Jeden Wszechmogący wie czego jeszcze. Zamiast sprawić sobie nowe obuwie, wydać blisko dwa tysiące złotych na nowy wzmacniacz, czy nabyć kolejny zegarek – z uporem maniaka szukam fachowców, którzy wiedzą jak te przedmioty można naprawić. Zapewne przyjdzie taki czas, że będę zmuszony do kapitulacji w momencie kiedy ostatni z fachowców zgasi światło w swoim warsztaciku i jedynym wyjściem będzie zakup nowego obuwia lub zegarka.

Póki co – jakoś sobie radzę. Raz z większym, raz z mniejszym trudem. Zaś szydercza postawa wobec wspomnianego na wstępie kursu – w kontekście konsumpcyjnego podejścia do rzeczywistości przestała mnie dziwić. Do momentu, kiedy nagle ktoś obwieści wszem i wobec, że owce rosną na drzewach. O kartoflach z fabryki już słyszałem.